Najnowsze wydanie „Historii Kościoła”. Piszemy o templariuszach i japońskim kandydacie na ołtarze, który ratował ofiary bomby atomowej

Prawdziwa historia templariuszy oraz wstrząsający tekst o japońskim kandydacie na ołtarze, który przeżył wybuch bomby atomowej – to niektóre z naszych propozycji w 14. numerze dwumiesięcznika „Historia Kościoła”.

Gdy na Nagasaki spadła amerykańska bomba atomowa, szczególnie ucierpiała katolicka dzielnica Urakami. W jednej chwili zginęło osiem tysięcy osób, w tym ci, którzy akurat modlili się w katedrze. W pobliżu przebywał niejaki dr Takashi Nagai, który stał się liderem heroicznej pomocy niesionej rannym. Obecnie toczy się jego proces beatyfikacyjny. Sylwetkę japońskiego lekarza kreśli w swoim tekście Przemysław Kucharczak.

Czy w samym środku piekła, jakim był obóz Auschwitz, ktokolwiek odważyłby się powiedzieć, że właśnie tam równolegle dokonują się rzeczy święte, z których owoców czerpać będą przyszłe pokolenia? Znany nam jest przypadek o. Maksymiliana Marii Kolbego, który oddał swoje życie za Franciszka Gajowniczka, ale świętych, często anonimowych, którzy właśnie tam objawiali prawdę o Bogu, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, z pewnością było więcej. „Jeden Bóg tylko może wiedzieć, gdzie było więcej świętych i męczenników – w Rzymie czy w Oświęcimiu”, napisał w grypsie przekazanym w maju 1944 r. więzień KL Auschwitz por. Wacław Stacherski. Cytuje go w swoim tekście Andrzej Grajewski.

Kilka dekad temu postawiliśmy krzyżyk na Francji, uznając ją za kraj, który na zawsze już pożegnał się z chrześcijaństwem. Dziś wszyscy głowią się nad fenomenem rosnącej tam liczby konwertytów na katolicyzm, ogromnej rzeczy młodych ludzi proszących o chrzest i kolejne sakramenty inicjacji chrześcijańskiej… Historia Kościoła jest również historią naszego dojrzewania do dostrzegania zawczasu znaków, objawiających Boga, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To także historia dojrzewania do rozumienia roli jednostki, osoby, pomijanej w „wielkich narracjach” i będącej często ofiarą systemów: państwowej „machiny porządku” i kościelnej „machiny prawdy”, jak w przypadku procesu templariuszy i spalenia Jakuba de Molaya, o czym pisze Leszek Śliwa.

Do najgłośniejszych w stanie wojennym protestów młodzieży w obronie krzyża doszło w Miętnem, z kulminacją w marcu 1984 r., oraz we Włoszczowie w grudniu tego roku. Jednak już dwa lata wcześniej z podobną, jednak niefunkcjonującą w świadomości historycznej Polaków inicjatywą wyszli młodzi ludzie z III Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. Uczniowie ogólniaka, znanego na Wybrzeżu jako „Topolówka”, od lat siedemdziesiątych do końca PRL prowadzili zorganizowaną i systematyczną działalność opozycyjną, o której zrobiło się głośno dzięki Radiu Wolna Europa. Władze podejmowały kolejne próby zduszenia uczniowskiego oporu. Kiedy inwigilacja, szantaże, groźby, rewizje, aresztowania nie przyniosły spodziewanego efektu, komuniści postanowili… zlikwidować opozycyjne liceum. Tę zapomnianą dziś historię opisuje Jan Hlebowicz.

"Kościół w Polsce miał swój, co naturalne, pomysł na obchody 1000-lecia Chrztu Polski. Władze PRL uznały go za „zbyt religijny”. Najciekawszą odsłoną tego sporu była rywalizacja państwa z Kościołem w archidiecezji krakowskiej" - pisze prof. Rafal Łatka, relacjonując tę walkę o dusze Polaków.

 

« 1 »

Redakcja