To już „enty” raz, gdy piszemy o nowych pomysłach „ministry” Nowackiej na polepszenie sytuacji w polskiej edukacji. O pomysłach, z których wynika głównie bałagan. I to kolejny raz, kiedy ogłaszamy nową odsłonę pomysłu „prace domowe”.
Tym razem pani Barbara Nowacka w jednym z wywiadów zapowiedziała… większą liczbę kartkówek w szkołach. Ponieważ, jak twierdzi, uczniowie „oduczyli się uczyć” (no kto by pomyślał!), a tradycyjne prace domowe przestały, według Nowackiej, spełniać swoją funkcję (a kto to zepsuł?), więc trzeba uczniom robić więcej (eureka!) kartkóweczek. Po co? Teoretycznie dzieci powinny przy takiej konieczności (presji?) więcej się uczyć. To „zachęta” metodą kija, nie marchewki. W praktyce, co można przewidzieć, mając odrobinę doświadczenia pedagogicznego, nic z tego znów nie wyjdzie. Nic prócz kolejnego bicia piany, nerwów nauczycieli, stresu (chwilowego) dzieci. Podobno zresztą kartkóweczki mają być remedium na „przepisywanie” prac domowych, bo obecnie niegrzeczne dzieci spisują, a nie odrabiają same, a uczciwa pani „ministra”, jak twierdzi, „nie lubi hipokryzji”. Więc nadal ambitnie eksperymentuje.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Agata Puścikowska
Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 redaktor warszawskiej edycji GN, od 2011 dziennikarz działu „Polska” w GN. Autorka kilku książek, m.in. „Wojennych sióstr” oraz „Święci 1944. Będziesz miłował”.