Czytajcie Dąbrowską, zwłaszcza pełne wydanie „Dzienników”! Lepiej zrozumiecie „ten kraj”.
Maria Dąbrowska (1889–1965) – kto słyszał o tej pisarce? W II RP i bodaj aż do progu III była Dąbrowska powszechnie uznawana za najwybitniejszą damę polskiej literatury. I słusznie. A dziś? Sprawdzam na portalu Lubimyczytać.pl, barometrze popularności autorów i ich ocen przez współczesną publiczność. Utwory Dąbrowskiej ocenia się tam na 6,8 (w skali do 10), a do ich lektury przyznało się 10 tys. użytkowników portalu. Dla porównania: Remigiusz Mróz (autor kryminałów) ma ocenę 7,3 i czytało go 621 tys. użytkowników.
O tym, jak wykuwały się fundamenty takich hierarchii, dowie się ten, kto zechce poznać historię Polski, niezakłamaną. A to nie jest łatwe. Losy pośmiertne największego dzieła Marii Dąbrowskiej są tego przykładem i kapitalnym źródłem. Sięgam do tego dzieła. To wydane w 2009 r., 13-tomowe „Dzienniki” pisarki, obejmujące lata 1914–1965. Dąbrowska zastrzegła, że w całości będą mogły być wydrukowane dopiero 40 lat po jej śmierci. Jednak wcześniej ukazały się dwa ocenzurowane wydania, cieszące się wielkim powodzeniem. Autor wyboru powtarzał sugestie, że powodem skrótów są przede wszystkim osobiste, erotycznej natury zapiski pisarki. Mogłoby się wydawać, że edycja pełna wzbudzi tym większe zainteresowanie. Tymczasem okazała się niemal konspiracyjną: nakład 300, wydanie broszurowe, bez żadnego opracowania. A odpowiada za nie Komitet Nauk o Literaturze PAN…
A zawiera ono o ponad połowę więcej tekstu niż poprzednie. Na temat ponurej rzeczywistości podboju Polski. Najwięcej dotyczy okresu stalinowskiego (tomy od V do IX). Czy to właśnie jest powodem ciszy? Posłuchajmy nieocenzurowanego głosu autorki. 31 grudnia 1944 r. zanotowała: „Dziś odbyło się w Lublinie proklamowanie Komitetu Lubelskiego – jako tymczasowego rządu Polski. Rząd nowej Targowicy – siewca rozłamu i niezgody w narodzie. – Z 15 ministerstw wśród nich oczywiście Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego – polskie NKWD. – To wszystko też mnie szalenie zgryzło. – Usankcjonowanie dawnych rozłamów Polski, a w każdym razie dawnych rozbiorów Rosji”. Dąbrowska, to wiedzieliśmy wcześniej, tak jak wielu pisarzy zgodziła się zostać ozdobą salonów nowej targowicy. Jej dzienniki ujawniają bezpardonową ocenę moralną i wnikliwą analizę systemu. Wyjątkową w swej drobiazgowej egzemplifikacji procesu skundlenia Polski przez jej „emancypatorów”. Zacytujmy jeszcze jeden z setek w podobnym tonie utrzymanych zapisków. 20 lutego 1948 r. autorka jedzie na spotkanie z Jerzym Borejszą, organizatorem „życia literackiego” Polski stalinowskiej. Notuje: „Zawsze gdy mam zetknąć się z tymi ludźmi, uprzytamniam sobie, ilu najszlachetniejszych ludzi unurzali modą rosyjską w kale, zrobili szpiclami, obcymi agentami – ludzi może obłąkanych, ale najofiarniej narażających swoje życie dla Polski [mowa o ludziach poakowskiego podziemia – przyp. A.N.]. Intencją tej całej działalności [nowej władzy – przyp. A.N.] jest wyraźne, stopniowe i powolne sowietyzowanie i rusyfikowanie kultury polskiej. (…) W naszej polskiej wersji naśladowania Rosji (procesy obecne, w których przeciwnik polityczny jest nieuchronnie łotrem, szpiegiem i zdrajcą) idzie o wytępienie całego tak straszliwego wysiłku walki narodu z Niemcami; napiętnowanie tej walki, jako zamaskowanej współpracy z Niemcami, i wykazanie, że wyłącznie komuniści podjęli i przeprowadzili walkę z Niemcami. Nie spoczną, póki nie wykażą tego choćby kosztem wymazywania całych połaci faktów z historii. Nie fakty, tylko komentarze do faktów tworzą historię. Jeśli fakt nie pasuje do komentarza – won z faktem”.
Ta lektura pomaga w zrozumieniu długofalowych efektów pracy, jaką najbrutalniej wykonali „wyzwoliciele” z 1945 r., a dziś subtelniej kontynuują ich „późne wnuki”.