Jeżeli ksiądz rzuca kapłaństwo, niech nikt nie mówi, że nic się nie stało, że ma prawo iść swoją drogą, że jego szczęście jest najważniejsze.
W zeszłym tygodniu jeden z księży poinformował w mediach społecznościowych, że – jak to ujął – „podjął decyzję o opuszczeniu struktur” swojego zgromadzenia. I zaraz potem dodał: „Jednocześnie chcę jasno zaznaczyć, że nie będę pełnił funkcji kapłańskich”. Mówiąc wprost, porzucił kapłaństwo. Nie wymieniam imienia i nazwiska księdza, bo nawet jeżeli on sam swoją decyzję rozgłasza szeroko, to niekoniecznie trzeba iść tą drogą, a poza tym kto dociekliwy, sam bez trudu znajdzie jego wpis, bo to był znany duchowny. Choć zamiast szukać nazwiska, lepiej pomodlić się za niego. Na portalach informacja ta została podsumowana tytułami w stylu: „kolejny znany ksiądz porzucił kapłaństwo”. Jedni zrobili to z nieukrywaną satysfakcją, inni ze smutkiem. Niezależnie jednak od intencji faktem pozostaje to, że jest on kolejnym księdzem, który porzucił kapłaństwo – i to kolejnym znanym księdzem.
Dlaczego on i inni kapłani odeszli? Prostej odpowiedzi nie ma. Najczęściej u podstaw takiej decyzji leży wiele przyczyn, ale jeden element wydaje się charakterystyczny dla wszystkich przypadków, bardzo niebezpieczny i przez to wart uwagi. We wcale nie tak krótkim wpisie wspomnianego księdza ani razu nie pojawia się słowo „grzech” czy „zło”. Jest mowa o rozeznaniu i decyzji zgodnej z własnym sumieniem, co może sugerować, że odejście z kapłaństwa jest dobre, bo zgodne z sumieniem. A przecież złamanie słowa danego Bogu, i to w tak ważnej sprawie jak kapłaństwo, jest zawsze obiektywnym złem, choć – co trzeba zaznaczyć – wina samego człowieka może być czasami różna. Prośby o wybaczenie tego zła skierowanej do Boga we wspomnianym wpisie jednak nie ma. Jakby nic złego się nie stało. A przecież stało się! Jakby Boga cała sprawa nie dotyczyła, a przecież to właśnie Jego dotyczy w pierwszej kolejności. Ksiądz przeprasza ludzi, których zawiódł, i słusznie robi. Nie przeprasza jednak Boga, w każdym razie nie w tym wpisie. I dzieje się tak chyba nie przez przypadek. Brak ujęcia całej sprawy w kategoriach zła i grzechu wynika z choroby horyzontalizmu, na którą cierpi wielu katolików – żeby nie napisać, że na tę chorobę cierpi Kościół. Choroba horyzontalizmu – tak ją nazywam – polega na rozglądaniu się na boki i patrzeniu przed siebie, ale już nie w górę czy w dół. Kościół w pierwszej kolejności ma się troszczyć o chwałę Bożą i o zbawienie dusz ludzkich, a dopiero potem o dobre warunki życia na ziemi. W mszalnym akcie pokutnym mówimy najpierw: „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu”, a dopiero potem dodajemy: „i wam, bracia i siostry”. Ta kolejność nie jest przypadkowa i musi być zachowana. Jeżeli ta hierarchia ważności znika z horyzontu nauczania Kościoła, to dochodzi do sytuacji, w której nawet ksiądz nie jest w stanie wypowiedzieć pokornej prośby o zmiłowanie skierowanej do Boga.
Jeżeli ksiądz porzuca kapłaństwo, niech więc nikt nie mówi, że nic się nie stało, że to wybór księdza, że ma prawo iść swoją drogą, że jego szczęście jest najważniejsze. Ani nie wygłasza podobnych niemądrych uwag. Oczywiście, że to wybór księdza, bo kogo by innego, ale wybór bardzo zły, uderzający w pierwszej kolejności w samego Boga. Wcale nieobojętny, a już na pewno nie dobry. Jakiś czas temu natrafiłem w sieci na banner, za pomocą którego inny do niedawna zakonnik reklamował swoje usługi w zakresie podejmowania decyzji. Człowiek, który podjął jedną z najgorszych decyzji swojego życia, niczego dobrego w tym zakresie nie może nauczyć.
Niech miłosierny Bóg zaprowadzi i wspomnianych księży, i innych na dobre drogi.
ks. Marek Gancarczyk
Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media. Święcenia kapłańskie przyjął w 1992 roku. Przez cztery lata pełnił funkcję wikariusza w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rybniku-Niedobczycach. W roku 1996 otrzymał nominację na redaktora naczelnego miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”. Funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Gość Niedzielny” pełnił od 2003 do 2018. W 2025 roku ponownie objął to stanowisko. W 2008 roku otrzymał nagrodę „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. Od 2018 roku jest prezesem zarządu Fundacji Opoka. Od 2018 do 2025 roku był redaktorem naczelnym portalu Opoka.