Dlaczego rozmowa w Pałacu Prezydenckim stała się problemem?

W życiu codziennym takie sytuacje zdarzają się częściej, niż lubimy przyznawać. Dwie strony są w sporze. Jedna zaprasza drugą na rozmowę. Druga odmawia, bo nie wie, po co miałaby rozmawiać. „Najpierw powiedz, jaki jest cel” – słyszymy. Tyle że cel bardzo często wyłania się w trakcie rozmowy, a nie przed nią. Bez spotkania pozostaje tylko domysł, podejrzenie i narastająca nieufność.

W polityce ten mechanizm obserwujemy dziś niemal w czystej postaci. Lewica i Koalicja Obywatelska odmówiły udziału w spotkaniu z prezydentem. Argument jest wspólny, choć wypowiadany różnymi słowami: brak jasno określonego celu. Wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat mówiła radiowej „Jedynce” wprost, że zaproszenie wygląda raczej na polityczną rozgrywkę niż realną próbę rozmowy. Senator Krzysztof Kwiatkowski w tej samej stacji dodawał, że Koalicja Obywatelska chodzi na spotkania tylko wtedy, gdy wie, czemu mają one służyć – a w tym przypadku ma „pewność”, że chodzi wyłącznie o budowanie wizerunku prezydenta.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Skoro cel spotkania jest nieznany, to skąd ta pewność? Jak można jednocześnie twierdzić, że nie wiemy, po co mamy rozmawiać, i że doskonale wiemy, czemu ta rozmowa służy drugiej stronie?

W relacjach międzyludzkich uznalibyśmy to za klasyczne błędne koło. Dwie strony konfliktu nie siadają do stołu, bo każda z góry przypisuje drugiej złe intencje. Rozmowa zostaje uznana za bezsensowną jeszcze zanim padnie pierwsze zdanie. A potem obie strony utwierdzają się w przekonaniu, że „i tak nie da się porozumieć”.

Tymczasem nawet jeśli przyjąć, że takie spotkanie mogłoby w jakimś stopniu budować wizerunek prezydenta, to trudno zrozumieć, dlaczego nie mogłoby równocześnie budować wizerunku opozycji jako siły otwartej na dialog i gotowej do współpracy dla dobra państwa. W życiu społecznym rozmowa nie jest nagrodą ani ustępstwem. Jest narzędziem. Rezygnując z niej, rezygnuje się także z wpływu.

To szczególnie widoczne, gdy spojrzeć na sprawy zupełnie konkretne. Jak przekonywać prezydenta do podpisywania ustaw uchwalanych przez parlament – ustaw, które rządzący uznają za kluczowe – nie rozmawiając z nim bezpośrednio? Jak przedstawić argumenty, wyjaśnić wątpliwości, zbudować choćby minimalne zaufanie, jeśli spotkanie zostaje odrzucone w imię założenia, że i tak nic z niego nie wyniknie?

Takie spotkanie mogło być pierwszą jaskółką. Nie przełomem, nie porozumieniem ponad podziałami, lecz sygnałem, że mimo różnic istnieje gotowość do rozmowy w sprawach ważnych dla obywateli. Wyjściem naprzeciw nie w imię partyjnego interesu, lecz w imię odpowiedzialności za państwo.

Zamiast tego wybrano strategię odmowy. W efekcie to nie tylko prezydent zostaje z etykietą politycznej gry. Coraz wyraźniej widać też koszt po stronie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej – koszt wizerunkowy. Ich decyzja wzmacnia wrażenie politycznego okopania, zamknięcia się w bańce, w której dialog jest podejrzany, a rozmowa traktowana jak zagrożenie, a nie szansa.

Tymczasem kompromis nigdy nie rodzi się w deklaracjach wygłaszanych osobno, lecz w rozmowie, w której każda ze stron musi coś wyjaśnić, coś usłyszeć i czasem – choć to w polityce najtrudniejsze – coś skorygować. Rezygnując z rozmowy, rezygnuje się nie tylko z wpływu, ale także z samej możliwości dochodzenia do porozumienia.

Dlaczego rozmowa w Pałacu Prezydenckim stała się problemem?   Pałac Prezydencki w Warszawie Marcin Białek / CC-SA 4.0
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Karol Białkowski Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.