Twarde negocjacje czy igranie z ogniem? Trumpa gra o Grenlandię to część nowego światowego porządku… albo chaosu

Słowa tworzą rzeczywistość – budują albo rujnują. W Białym Domu dobrze to rozumieją. Możliwe jednak, że rolę słów rozumieją tylko jako budowę i wzmacnianie potęgi USA. W imperialnym amoku łatwo zapomnieć o ryzyku zrujnowania tego, co nie mieści się w logice siły i dominacji.

Strategia negocjacyjna czy straszenie sojuszników? Przemyślany plan geopolityczny czy kolejna demonstracja narcyzmu przywódcy supermocarstwa? Pokaz siły przed Chinami i Rosją czy zielone światło dla ich planów podbojów w ramach nowego koncertu mocarstw? Można odnieść wrażenie, że w nakręcanej niemal codziennie świeżym paliwem atmosferze wokół Grenlandii Donald Trump mieści te wszystkie możliwe interpretacje jego zabiegów o pozyskanie wielkiej wyspy. Przy czym kluczowe tutaj jest słowo „wrażenie”. I opieranie się głównie na nim w próbie rozumienia tego, o co właściwie toczy się gra.

Nie chcę bynajmniej przez to powiedzieć, że wrażenia, odczucia i emocje nie mają tu znaczenia. Przeciwnie, dobrze wiemy, że w historii dalszej i bliższej to emocje właśnie, a nie „rozumienie istoty rzeczy” decydowało nieraz o wybuchu wojny, o zerwaniu stosunków dyplomatycznych, a i na gruncie kościelnym dochodziło do schizm, podziałów, wzajemnego okładania się klątwami tylko dlatego, że ktoś powiedział o kilka słów za dużo, a „tak naprawdę” chodziło o coś zupełnie innego…Podobnie może skończyć się – nie przymierzając – szarża, jaką przeprowadza amerykański prezydent wokół terytorium należącego formalnie do Danii: w pewnym momencie komuś mogą puścić nerwy, ktoś zrobi dwa kroki za dużo.

Mimo wszystko jednak, próbując odłożyć na bok wrażenie, „jak to wygląda”, i odcedzając emocje, trzeba przyznać, że administracja Trumpa swoimi deklaracjami zajęcia Grenlandii przez zakup „lub innymi sposobami” prowadzi, owszem, agresywne w języku, ale jednak negocjacje, które mają doprowadzić do celu, jakim jest pełna kontrola wyspy. A raczej – pełna swoboda działania USA na tym terytorium. Po co? Niekoniecznie po to, by położyć rękę na niemal mitycznych złożach metali ziem rzadkich, ropy i innych surowców, jakie mają się kryć w tym regionie. W rzeczywistości chodzi o niczym nieskrępowaną budowę kolejnego elementu osłony militarnej, o kontrolowanie przestrzeni powietrznej na Północy, ale też o poszerzenie możliwości amerykańskiego ataku na cele potencjalnych wrogów, przede wszystkim Rosji. Nawet jeśli dziś można ulec wrażeniu, że bardziej prorosyjskiego prezydenta Ameryka jeszcze nie miała. W retoryce dotyczącej wojny na Ukrainie i zmuszaniu jej do przyjęcia warunków Moskwy czy w najnowszym „hicie”, jakim jest zaproszenie Rosji do udziału w Radzie Pokoju, która miałaby zarządzać Strefą Gazy, widać to najmocniej.

Pod całą tą warstwą bardziej lub mniej czytelnych geopolitycznych gier są jeszcze ludzie – w tym wypadku mieszkańcy Grenlandii, którzy przynajmniej na razie nie wykazują zainteresowania amerykańskim obywatelstwem. Trump idzie jednak na całość również po to, by przekonać Grenlandczyków, że tylko z parasolem ochronnym USA przetrwają prawdopodobną światową zawieruchę wojenną.

Jak na tym tle wyglądają działania przywódców europejskich? U jednych widać bezradność, u innych słabo skrywany entuzjazm, u jeszcze innych – chęć zademonstrowania solidarności z Danią i Grenlandczykami. Tyle że to ostanie wypada trochę groteskowo, jak niedawne wysłanie kilkunastu żołnierzy „w celu obrony Grenlandii”. Jak gdyby nie rozumiano, że Trump gra ostro, ale jednak na razie tylko negocjuje.

Co jednak, jeśli owo „tylko” wymknie się spod kontroli i okaże się jednak przesądzającym o losach świata „aż”? Co jeśli twarde negocjacje okażą się bardziej igraniem z ogniem? Słowa tworzą rzeczywistość – budują albo rujnują. W Białym Domu dobrze to rozumieją. Możliwe jednak, że rolę słów rozumieją tylko jako budowę i wzmacnianie potęgi USA. W imperialnym amoku łatwo zapomnieć o ryzyku zrujnowania tego, co nie mieści się w logice siły i dominacji.

Twarde negocjacje czy igranie z ogniem? Trumpa gra o Grenlandię to część nowego światowego porządku… albo chaosu   Duńscy żołnierze przybywają do Nuuk na Grenlandii. PAP/EPA
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina W „Gościu” od 2006 roku. Z wykształcenia socjolog. Twórca i redaktor naczelny magazynu popularnonaukowego „Historia Kościoła”. Kierownik Działu „Świat” w GN. Wcześniej odpowiedzialny m.in. za rozwój portalu gosc.pl. Autor kilku tysięcy artykułów, w tym reportaży z całego świata, wywiadów i analiz. Specjalizuje się w tematyce międzynarodowej i sprawach związanych z nową ewangelizacją i życiem Kościoła. Członek Zarządu Alpha Polska. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii „Publicystyka”. Wydawca, producent i autor książek.