Kraj męczenników na krawędzi. Sytuacja w Ugandzie ma znaczenie dla stabilności całego regionu

Uganda wchodzi w okres najwyższego od lat napięcia politycznego. Zaplanowane na 15 stycznia wybory prezydenckie, prowokacyjne hasła opozycji oraz lojalny wobec urzędującego od czterech dekad prezydenta aparat siłowy tworzą mieszankę, która eksploduje po ogłoszeniu wyników. A te są przewidywalne…

Kandydatów jest ośmiu, ale liczy się tylko dwóch, a sytuacja w Ugandzie ma znaczenie dla stabilności całego regionu. Uganda dysponuje najliczniejszą armią w Afryce Wschodniej – Ugandyjskie Ludowe Siły Obronne (UPDF) działają m.in. w Sudanie Południowym, Somalii i Demokratycznej Republice Konga – i odgrywa kluczową rolę w przeciwdziałaniu rozprzestrzenianiu się islamistycznego terroryzmu, którego Afryka stała się jednym z głównych ognisk. Według raportu Africa Center for Strategic Studies z 2025 r. w minionej dekadzie na kontynencie zginęło ponad 150 tys. osób w wyniku przemocy powiązanej z islamskimi grupami terrorystycznymi, od pasa Sahelu po wschodnie wybrzeże kontynentu. Rządzący Republiką Ugandy od stycznia 1986 roku generał Yoweri Kaguta Museveni nie szczędzi wydatków na armię, największą i najlepiej wyposażoną w regionie, i nie pozostawia złudzeń co do sposobu reagowania na potencjalne zamieszki, które mogłyby zachwiać stabilnością kraju po wyborach. W wypowiedzi cytowanej przez „Daily Monitor” (wiodący niezależny dziennik w kraju) z 17 grudnia 2025 roku stwierdził: „Nie słuchajcie Kyagulanyiego. Jego słowa świadczą o braku dalekowzroczności. Twierdzenie, że nie ma wystarczającej liczby żołnierzy, by poradzić sobie z zamieszkami, jest błędne. Jeden żołnierz ma przy sobie 120 nabojów… policzcie sami. Ugandy nie da się zdestabilizować, a każdy, kto spróbuje, będzie tego żałował”. W ponad 60-letniej historii niepodległej Ugandy niemal każde przejęcie władzy dokonywało się w wyniku zamachu stanu. Choć dziś zmiana na politycznej scenie jest mało prawdopodobna, protesty i starcia wydają się nieuniknione, a doświadczenia sprzed pięciu lat wskazują, że demonstracje zostaną szybko stłumione. – Jego Ekscelencja władzy nie odda. Zamieszki potrwają może kilka tygodni i wszystko wróci do normy – mówi jeden z oficerów UPDF, którego spotykam w Gulu, na północy kraju, gdzie 6 grudnia doszło do eskalacji przedwyborczych napięć.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Krzysztof Błażyca