Film „Avatar: Ogień i popiół”. Gdy szelest liści zastępuje modlitwę, a zasada zjednoczonej energii – osobowego Stwórcę…

W filmach Jamesa Camerona zbawienie następuje przez harmonię z naturą, a nie przez łaskę i nawrócenie.

Avatar, pierwszy film trylogii fantasy Jamesa Camerona, zrealizowany w 2010 roku, dokonał przełomu w świecie filmowej technologii. Reżyser stworzył na ekranie świat, w którym rzeczywistość wirtualna wydawała się nie do odróżnienia od realnej. Wcześniej technikę 3D również wykorzystywano, ale fragmentarycznie, jak np. w „Opowieści wigilijnej” Roberta Zemeckisa. Rewolucja w „Avatarze” polegała na tym, że prawie trzygodzinny film fabularny został w całości zrealizowany w trójwymiarze. O skali trudności, jakie stały przed ekipą, świadczy fakt, że postprodukcja trwała dwa lata, czyli dłużej niż zdjęcia. Oglądając film, można było jednak dojść do wniosku, że cała para poszła w olśniewającą stronę wizualną, natomiast zabrakło jej na dopracowanie scenariusza, na czym ucierpiała dramaturgia obrazu. Moim zdaniem odnosi się to także do kolejnych sequeli „Avatara”. Drugi film cyklu miał premierę w 2022 roku, a obecnie w kinach możemy oglądać trzeci, „Avatar: Ogień i popiół”. W tym czasie technika filmowa bardzo się rozwinęła, co ułatwia zadanie twórcom.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Edward Kabiesz Edward Kabiesz Dziennikarz działu „Kultura”, w latach 1991–2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk.