Gdy trzy dekady temu zaczęły się ukazywać pierwsze przekrojowe prace naukowe, które pokazywały uzależniający potencjał gier komputerowych, a potem internetu, wielu nie wierzyło. Dzisiaj jest inaczej, ale w zasadzie wciąż niewiele z tym robimy.
Najbardziej narażone są dzieci, bo ich mózgi w procesie dojrzewania są szczególnie wrażliwe na wszystkie bodźce, które dostarczają przyjemności. Zapalenie pierwszego papierosa w wieku nastu lat ma zupełnie inne konsekwencje niż zapalenie go wtedy, gdy ma się lat np. 40. Nie inaczej jest z internetem, pornografią czy mediami społecznościowymi oraz z chatbotami, czyli programami komputerowymi, które, wspomagane sztuczną inteligencją, świetnie udają człowieka. Dzisiaj wiemy, że tego typu programy, ale także tzw. duże modele językowe, mają ogromny potencjał uzależniający. Dużo większy niż poprzednie wynalazki ery cyfrowej. Szczególnie mocno narażone są dzieci. Badanie Pew Research Center wskazuje, że 64 proc. amerykańskich nastolatków używa chatbotów AI, a ok. 30 proc. z nich robi to codziennie. Te narzędzia niosą znaczące ryzyko dla zdrowia psychicznego. Nie chodzi tylko o czas spędzony przed komputerem, tabletem czy ekranem telefonu. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, w tym zabawek, które mają wbudowane moduły AI. Potrafią mówić (dzięki doskonałym symulatorom mowy), potrafią sprawiać wrażenie, że współczują, towarzyszą, rozumieją i nie oceniają. Są zawsze do dyspozycji i uczą się. Dzieci traktują je jak prawdziwych przyjaciół i nawiązują z takimi modelami relacje. Rodzice nie mają pojęcia, o czym ich dziecko rozmawia, nie wiedzą, jakie rady słyszy i jakich rzeczy się dowiaduje. O samobójstwach, o niebezpiecznych zachowaniach seksualnych, o narkotykach czy o przemocy. Nie ma wątpliwości, że komunikacja z takim tworem jest nieporównywalnie mniej wymagająca z punktu widzenia dziecka niż z drugim człowiekiem. I także dlatego jest chętniej podejmowana. Przepis na… nieszczęście. Na niebezpieczne, paraspołeczne kontakty, które już kształtują młodych ludzi.
Prawo nie reguluje jeszcze interakcji z AI, bo po drugiej stronie nie ma człowieka, ale program komputerowy, firma, która chce zarobić, a walutą jest czas. Podobnie jak w mediach społecznościowych. Zanim ktoś wymyśli, jak tę rozrywkę uregulować, warto zdać sobie sprawę z tego, że siłą tych modeli jest to, co jest naszą (rodziców, nauczycieli, opiekunów) słabością – czas spędzony z dzieckiem. Sztuczna inteligencja go ma. My też powinniśmy go mieć dla dzieci.
Tomasz Rożek
Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Założyciel i prezes Fundacji Nauka To Lubię. Autor wielu książek o tematyce popularnonaukowej. Obecnie stały współpracownik „Gościa Niedzielnego”.