Święta nadmiaru. Wyrzucając jedzenie, okradamy ubogich

Bóg rodzi się w stajni, a my w tym samym czasie produkujemy tony jedzenia, które trafi do kosza. Boże Narodzenie – święto prostoty i wdzięczności – stało się też symbolem nadmiaru. I to nadmiaru, który coraz trudniej usprawiedliwić.

W lodówkach wielu polskich domów przed świętami dzieją się rzeczy nadzwyczajne. Schabik styka się z serniczkiem, sałatka jarzynowa z kutią, a wigilijny karp z pierogami i kompotem z suszu. Gotujemy „bo nie może zabraknąć”. Przeważnie rzeczywiście nie brakuje, a wręcz przeciwnie – prawie zawsze zostaje i – co pokazują statystyki – często trafia do śmietnika.

Instytut Ochrony Środowiska przypomina liczby, które trudno zagłuszyć kolędą. Przeciętne polskie gospodarstwo domowe wyrzuca rocznie 165 kilogramów żywności. W skali kraju daje to ponad 2,5 miliona ton jedzenia. A święta Bożego Narodzenia są czasem największej nadprodukcji. Do wyrzucania produktów spożywczych w tym okresie przyznaje się aż 83 procent z nas. Co więcej – niemal 60 procent tego, co ląduje w koszu, nadal nadaje się do zjedzenia.

Nie chodzi tylko o pieniądze, choć i one znikają szybciej, niż byśmy chcieli – 2-3 tysiące złotych rocznie w każdej rodzinie. Chodzi o coś głębszego. Bo marnowanie jedzenia to dziś jedna z tych codziennych rzeczy, których prawie nie zauważamy. A przecież za każdą kromką chleba stoi czyjaś praca, ziemia, woda, energia. I ktoś, kto mógłby ten chleb zjeść.

W tym miejscu zaczyna się pytanie nie tylko ekologiczne, ale bardzo po ludzku – i po chrześcijańsku – niewygodne. Boże Narodzenie to święto Boga, który rodzi się w ubóstwie. Ewangelia mówi wprost: „nie było dla nich miejsca w gospodzie” – a całe Boże Narodzenie zaczyna się od braku, nie od nadmiaru. Bez zapasów „na trzy dni”, bez przepełnionej spiżarni. A my, świętując Jego przyjście, często zachowujemy się tak, jakby sens świąt polegał na tym, żeby jedzenia było „za dużo”.

Papież Franciszek przypominał, że wyrzucając jedzenie, okradamy ubogich. Mocne słowa, ale trudno z nimi dyskutować, gdy wiemy, że większość wyrzucanej żywności jest wciąż zdatna do spożycia. I że ponad 80 procent z niej trafia po prostu do kosza, zamiast do kogoś, komu mogłaby się przydać.

Co ciekawe i nieco smutne jednocześnie – nadmiar w święta jest społecznie mile widziany. Zbyt skromny stół budzi niepokój, a pełny daje poczucie bezpieczeństwa. Tyle że to bezpieczeństwo bywa złudne. Bo badania pokazują, że marnujemy jedzenie nie tylko w święta, ale przez cały rok. Wigilia jest raczej lustrem niż wyjątkiem.

Może więc w tym roku warto spróbować małej rewolucji. Nie w menu, lecz w myśleniu. Przygotować tyle, ile naprawdę zjemy. Zostawić miejsce nie tylko na kolejną potrawę, ale na rozmowę, wdzięczność i zwykłe „dziękuję”. Podzielić się nadmiarem, zamiast wynosić go do śmietnika.

Bo chrześcijańskie świętowanie nie polega na obfitości półmisków, lecz na umiarze, który rodzi się z miłości. A ta – w przeciwieństwie do sałatki jarzynowej – naprawdę się nie psuje.

Święta nadmiaru. Wyrzucając jedzenie, okradamy ubogich   unsplasch

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Karol Białkowski Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.