Pokój ludziom na ziemi i na Ukrainie

Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele „Gościa Niedzielnego”, niech w Waszych sercach, domach i rodzinach zapanuje pokój, który na ziemię przyniósł Jezus wszystkim ludziom dobrej woli. A potem zanieście ten pokój bliskim i dalekim – również Ukraińcom. Niech łagodny uśmiech zagości na Waszych twarzach.

Wojna na Ukrainie – ta pełnoskalowa, jak precyzują specjaliści, kiedy na froncie trwa regularna walka na śmierć i życie, a na miasta prawie codziennie spadają rakiety i śmiercionośne drony – trwa już prawie cztery lata. Przypomnę, Rosja napadła na Ukrainę 24 lutego 2022 roku, a osiem lat wcześniej, w 2014 roku, Rosja zajęła Krym. Cztery lata to wystarczająco długo, by przyzwyczaić się do wojny, która – aż trudno uwierzyć – toczy się przecież na terytorium naszego sąsiada. Szczęśliwie front oddalony jest od granicy Polski o kilkaset kilometrów. Ukraińcy do wojny też przywykli. Jakoś przecież muszą żyć. Dzieci chodzą do szkoły, jedni się rodzą, drudzy umierają, jedni, wykorzystując wojnę, bogacą się na niej w niemiłosierny sposób, inni oddają sprawie swojego kraju wszystko – łącznie z życiem. I właśnie cmentarze – jak wiele razy mówili mi polscy księża od lat pracujący na Ukrainie – wyglądają inaczej niż przed 2022 rokiem. W szybkim tempie przybywa na nich grobów żołnierzy, którzy zginęli na froncie. A obok każdej mogiły flaga ukraińska i – co dla nas, Polaków, jest dużym zgrzytem – banderowska. Nawet na małym wiejskim cmentarzu takich grobów może być kilka, co dla wioski liczącej kilkaset osób, często ze sobą spokrewnionych, oznacza, że śmiercią dotknięta jest prawie każda rodzina.

Po co o tym piszę w numerze na Boże Narodzenie? Żeby nas wyrwać z przyzwyczajenia, żeby o tych ludziach nie zapomnieć, od nich się nie odwrócić, i to nie tylko z powodów politycznych, geostrategicznych, bo żywotnym interesem Polski jest, żeby Ukraina wygrała – ale też ludzkich. Umęczeni wojną Ukraińcy zasługują na pokój, na to, żeby ich cmentarze powiększały się o zmarłych w wieku siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu, a nie dwudziestu paru lat. I żeby przy grobach nie musieli zatykać narodowej czy banderowskiej flagi.

Ponieważ rodząc się w Betlejem, Jezus przyniósł pokój, dlatego święta Bożego Narodzenia są doskonałą okazją, żeby odnowić w sobie gorliwość w modlitwie o zakończenie wojny na Ukrainie, o sprawiedliwy pokój, ale również o nawrócenie Rosji, bo przecież to Rosjanie napadli na Ukrainę i systemowo mordują ten kraj, a nie widać, by jako społeczeństwo mieli z tego powodu poczucie winy. Warto tę intencję podnosić w każdej Mszy św. Można odnieść wrażenie, jakbyśmy w Kościele też przyzwyczaili się do wojny. A przecież dopiero moralny opór Rosjan, nawróconych Rosjan – podkreślmy, który przybrałby masową skalę, może powstrzymać Putina i jemu podobnych. Gorliwa modlitwa nie wyklucza oczywiście tego, żeby polskie władze stanowczo domagały się partnerskiego traktowania naszego kraju, w tym szczególnie pełnej zgody na ekshumację ofiar zbrodni wołyńskiej. A w tej sprawie to z kolei Ukraińcy muszą się nawrócić. Muszą zobaczyć zło, którego się dopuścili ich przodkowie. Na razie nie chcą tego zrobić. Zatem i tę skorupę powinna przebijać nasza modlitwa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

ks. Marek Gancarczyk ks. Marek Gancarczyk Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media. Święcenia kapłańskie przyjął w 1992 roku. Przez cztery lata pełnił funkcję wikariusza w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rybniku-Niedobczycach. W roku 1996 otrzymał nominację na redaktora naczelnego miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”. Funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Gość Niedzielny” pełnił od 2003 do 2018. W 2025 roku ponownie objął to stanowisko. W 2008 roku otrzymał nagrodę „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. Od 2018 roku jest prezesem zarządu Fundacji Opoka. Od 2018 do 2025 roku był redaktorem naczelnym portalu Opoka.