Błędy przestają szkodzić, gdy się je naprawia, a nie aplikuje innym.
Ileż było zapewnień przed referendum akcesyjnym do Unii Europejskiej, że o takich kwestiach jak kształt małżeństwa będą decydowały wyłącznie kraje członkowskie. A tu proszę – TSUE właśnie nakazał Polsce uznanie jednopłciowych „małżeństw”, które zostały zawarte w innych krajach Unii. Bo ponoć wymaga tego prawo unijne.
A niech sobie wymaga. Konstytucja RP określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny i to zamyka dyskusję. W Polsce za małżeństwo uznaje się małżeństwo, a nie wytwory aktualnie grasujących po świecie ideologii. Nasza konstytucja każe władzy chronić prawdziwe małżeństwo, a to znaczy, że żadna inna formuła małżeństwa nie ma u nas prawa bytu.
I co z tego, że dwaj panowie „zawarli ślub” w Niemczech czy innej Holandii i teraz życzą sobie, żebyśmy to uznawali w Polsce? Jeśli obywatel, powiedzmy, Pakistanu czy Arabii Saudyjskiej przyjedzie do Polski z czterema żonami, to przynajmniej trzy z tych pań ze statusu jego żon u nas korzystać nie będą. Dlaczego inaczej miałoby być w przypadku formuły udającej małżeństwo?
Polska to wolny kraj, więc każdy sobie może życzyć, co mu się podoba, ale czyjeś prywatne kaprysy nie są podstawą do narzucania nam rozwiązań sprzecznych z naszym prawem, zwłaszcza gdy ono jest zgodne z prawem naturalnym.
Prawdziwy związek małżeński jest instytucją pierwotną, wynikającą z uzupełniania się dwóch płci. Nigdy, aż do ostatnich czasów, nikomu nie przyszło do głowy, żeby za legalne małżeństwo uznać cokolwiek innego. Ta instytucja cieszy się przywilejami, bo w niej na świat przychodzą i wychowują się kolejne pokolenia ludzi, a to dla każdego państwa i w ogóle dla ludzkości jest sprawą podstawową. Obdarzanie statusem małżeństwa związków z natury niezdolnych do prokreacji jest kpiną z prawdziwych małżeństw. Dziś już i tak dramatycznie mało ludzi je zawiera. W tej sytuacji wprowadzanie ich karykatury może doprowadzić do tego, że w końcu tylko jednopłciowi będą się chcieli pobierać.
To przepis na depopulację. Chyba że o to chodzi?
KRÓTKO:
Hak pożądany
Ojciec Tadeusz Rydzyk został wezwany do prokuratury na 8 grudnia. Tego dnia odbywają się uroczystości rocznicowe powstania Radia Maryja, ale wybór akurat tej daty na przesłuchanie jego założyciela to oczywiście przypadek. Tak twierdzi marszałek Włodzimierz Czarzasty. „Pamiętacie, jak ta rocznica była obchodzona? Politycy, śpiew, taniec, rząd, członkowie PiS. Sama wierchuszka. A w tym roku będą tańczyli gdzie indziej, w prokuraturze. Taka sytuacja” – szydzi w filmiku na X.
Komentując wejście CBA do „fundacji pana dyrektora Rydzyka”, marszałek cieszył się: „Czy byście się tego spodziewali trzy, cztery lata temu, że zostaną rozliczone pieniądze dawane tej fundacji i panu Rydzykowi?”.
Spokojnie, towarzyszu Czarzasty – wyście już „pana Rydzyka” skazali, a tam dopiero szukają na niego haka.
Franciszek Kucharczak
Dziennikarz działu „Kościół”, teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”.