Może współczesny człowiek czuje się „samotny” nie dlatego, że nie ma wokół siebie bliskich, ale dlatego, że nie umie ich pokazać w ładnym obrazku?
Znajomy katecheta opowiadał mi, że jeden z internetowych kaznodziejów w każdym nagranym przez siebie filmiku pozdrawia ludzi, których spotka w ciągu dnia. Celem takiej praktyki jest wytworzenie powiązania pomiędzy przestrzenią wirtualną a światem realnym, by młodzi odbiorcy poczuli, że kapłan ów ma z nimi prawdziwe relacje. Jest to miły zwyczaj, ale reakcja młodzieży na te pozdrowienia uświadamia inny problem niż potrzeba kontaktu. „O! Tutaj ksiądz wspomina o mnie!” – chwalą się dzieci na lekcji, pokazując katechecie filmiki. Można powiedzieć, że młodzież chce być po prostu zauważona. Ale przecież ci młodzi ludzie zostali zauważeni przede wszystkim w świecie realnym. Nie pochwalili się jednak prawdziwym spotkaniem. Ważniejsze okazało się jego wspomnienie w internecie. Czego nie ma w mediach społecznościowych, to jakby nie istnieje – ta pozornie dowcipna fraza znana jest od dawna. I wielu dorosłych użytkowników sieci codziennie daje świadectwo bardzo podobnego rozumowania. Relacje i bliskość, o których tak dużo mówi się właśnie w internecie, zastępowane są tutaj przez ich wirtualne pozory. Może więc trzeba inaczej zadać pytanie o samotność, która podobno wszystkim doskwiera? Bo może jest tak, że współczesny człowiek czuje się „samotny” nie dlatego, że nie ma wokół siebie bliskich, ale dlatego, że nie umie ich pokazać w ładnym obrazku?
Co jeszcze próbuje pokazać katolik w ładnym obrazku? Najświętszy Sakrament. To zadziwiające, że człowiek podczas spotkania z Chrystusem ukrytym w eucharystycznym Chlebie wyciąga nagle telefon, robi zdjęcie, a potem jeszcze wrzuca je do sieci. Tak jakby samo spotkanie było niewystarczające. W Adwencie wołamy: „Przyjdź, Panie Jezu!”. Oczekując Jego przyjścia w chwale, warto skoncentrować się na realnej obecności tak ludzi wokół nas, jak i Boga w Eucharystii.