Polska pokonała Maltę 3:2. Zajęła drugie miejsce w grupie G. Zagra wiosną w barażach o mistrzostwa świata. Pozostaje jedna kwestia – kwestia koszyka. Jeśli polska reprezentacja znajdzie się w pierwszym koszyku przed losowaniem spotkań barażowych (co okaże się wkrótce), w teorii łatwiej będzie o awans na letnią imprezę za oceanem. Tyle że piłka nożna to zajęcie bardzo praktyczne. Co było widać w ostatnich dwóch meczach. Bo, teoretycznie, po tak dobrej grze w piątek z Holandią biało-czerwoni powinni w poniedziałek zaprezentować na boisku festiwal strzelecki i obronę twardą jak wapień w starożytnych budowlach na Malcie.
Mimo że gra nie układała się Polakom zarówno w pierwszej, jak i drugiej części meczu, byłem jakoś dziwnie spokojny o wynik końcowy. Spokój – to podstawowy dar, jaki otrzymali Polacy od Jana Urbana. Jakie wnioski nasuwają się po sześciu meczach z nowym selekcjonerem?
1. Rzeczywistość jest taka, jaka jest
Na początku września, tuż przed debiutem w nowej roli, trener Urban stwierdził: „Przyjmuję rzeczywistość taką, jaka jest”. Wówczas chodziło o brak czasu na rozegranie sparingu, na spokojne składanie drużyny na nowo. Mijały tygodnie oraz kolejne zgrupowania kadry, a to jedno zdanie nabierało charakteru trenerskiej maksymy.
Jan z Jaworzna niczym starożytny Zenon z Kition, założyciel szkoły stoickiej, zaraża dobrymi myślami, ale nie zagraża emocjami. Nie pompuje głów zawodników i kibiców hiperoptymizmem bez pokrycia w rzeczywistości, która przecież – jako sam rzecze – „jest taka, jaka jest”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








