Nowy numer 48/2020 Archiwum

Po maturze bez zmian

– Dla nas matura nie jest egzaminem dojrzałości, ale jednym z wielu sprawdzianów – uważa Marek Żydek, tegoroczny maturzysta. – Egzamin dojrzałości zdam, kiedy wyprowadzę się od rodziców i będę radził sobie sam.

Gry maturalne
Same uczelnie, które zrezygnowały z egzaminów wstępnych, już przestawiły się na przyjmowanie kandydatów na podstawie ich wyników punktowych. Choć poloniści ze szkół średnich mają najwięcej zastrzeżeń do takiego mechanicznego oceniania według jedynie słusznych kryteriów. – Najtrudniej punktować wypracowanie, gdzie uczeń wykazuje się indywidualną interpretacją, która może nie być zgodna z obowiązującym kluczem – podkreśla Dorota Domagała-Pępek. – Dziś matura z polskiego wymaga umiejętności logicznej analizy tekstu literackiego i publicystycznego. Wcześniej do zdania trzeba było mieć szeroką wiedzę literacką i umiejętność skonstruowania samodzielnej, rozbudowanej wypowiedzi. Do aktualnej matury nie trzeba czytać tak wiele lektur. Przed tamtą należało sporo godzin spędzić w bibliotece. Choć dziś na poziomie rozszerzonym z polskiego może trzeba będzie analizować Mrożka, Gombrowicza lub Witkacego, których utworów nie czytało się na zajęciach. – Stara i nowa matura to dwa różne światy – mówią nauczyciele. Inaczej oceniają zmiany historycy. – Dzisiejsza matura z historii na poziomie rozszerzonym wymaga większej wiedzy i umiejętności – uważa Jolanta Opuchlik-Polak. – W ciągu 180 minut trzeba rozwiązać test, zanalizować źródła i napisać esej historyczny. To, że obecnie stawia się na punktowanie wypowiedzi, a rozwiązywanie zadań przypomina test, dla wielu wydaje się dużym ułatwieniem. – Trzeba tylko wybrać odpowiednie numerki – żartują maturzyści. – Najłatwiej to zrobić na „podstawie” z matematyki. Niektórym ze zdających przypomina to grę losową. Uzyskanie 30 proc. na poziomie podstawowym wystarczy do zaliczenia matury z każdego przedmiotu. Do tego nie trzeba nic czytać ani specjalnie się uczyć – uważają.

Poza schematami
Maciej Niedbał z klasy humanistycznej w sosnowieckim katoliku właśnie skończył pisać sprawdzian z pozytywizmu. Na maturze będzie zdawać na poziomie rozszerzonym polski, geografię, WOS, angielski i „podstawową” matematykę. – Gdzie startujesz na studia? – pytam. – Idę do seminarium, tam najważniejsze jest powołanie, nie punktacja z matury – śmieje się. – A poza tym będę zdawać egzaminy wstępne – wyjaśnia. Okazuje się, że nauczyciele, polecając Maćka do rozmowy dla pisma katolickiego, nie wiedzieli, że chce zostać księdzem. Po raz pierwszy publicznie deklarował to przed nami. – To powołanie nie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, ale dojrzewałem do niego od przyjścia do katolika, a przedtem byłem ministrantem – opowiada. Uważa, że magiczna bariera wkroczenia w dorosłość po skończeniu osiemnastki to fikcja. – Z dnia na dzień nie stajemy się dorośli, dojrzewanie to proces. Matura to tylko kolejny krok, egzaminy na studiach to będą takie kolejne matury – mówi. – Jako syn nauczycielki zawsze podchodził do nauki serio i uczył się systematycznie. Ale zawsze miał też czas na kółko teatralne i normalne życie towarzyskie. – Wiedza z każdego przedmiotu przydaje się – uważa. Nie bez powodu w ostatnim roku miał średnią 5,3. – Nie chodziłem na korepetycje, ale dokładnie odrabiałem prace domowe – tłumaczy. Koledzy mówią, że ma niezłą pamięć. Korzysta z dodatkowych zajęć z polskiego. – Przydały mi się lektury nadobowiązkowe, zwłaszcza Witkacy, który pokazuje, że w życiu nie można posługiwać się schematami.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama