GN 3/2019 Archiwum

Wagony zamieniają się w sale wystawowe

Zabrzmi orkiestra dęta, a na dworzec wtoczy się z sapaniem i w kłębach pary pociąg. Niezwykły pociąg z wystawą o historii polskich ziem zachodnich. Zaczyna się jego kilkuletnia podróż po zachodniej i północnej Polsce.

Płacz po Niemcach
Po co jednak we Wrocławiu budować nowe, wielkie muzeum? – Bo historia polskich ziem zachodnich to ewenement na skalę światową – wyjaśnia z pasją Marek Mutor, dyrektor Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”. – Nigdzie na świecie nie doszło do całkowitej wymiany ludności na tak gigantyczną skalę. Chcemy tę historię pokazać sobie samym i światu – mówi. Według dyrektora, przyglądanie się, jak ludzie z wielu różnych regionów II RP znaleźli tu wspólny język i doprowadzili do rozkwitu kultury, jest fascynujące.
Jeszcze przed kilku laty zabytki we wsiach i miasteczkach ziem zachodnich sprawiały wrażenie, jakby zupełnie nie pasowały do żyjących obok ludzi.

Nie tylko dlatego, że bywały zaniedbane. Ludzie najczęściej nie potrafili wiele powiedzieć o ich historii. Te zabytki po prostu nie były „ich”. – Nic dziwnego, wielu repatriantów ostatnie walizki z Kresów rozpakowało dopiero w latach 70. – tłumaczy Woźny. – To się jednak w ostatnich latach zmieniło. Np. we Wrocławiu czujemy tożsamość z ludźmi, którzy mieszkali tu przed wojną i budowali to miasto. Dobrym impulsem, mitem założycielskim, była wielka powódź w 1997. Wrocławianie wystąpili wtedy razem w obronie swojego miasta. Od tamtej chwili ludzie zainteresowali się historią miasta, przeżywamy prawdziwy boom na historię. Niezwykle popularna stała się u nas seria kryminałów, których akcja jest osadzona w Breslau, czyli przedwojennym Wrocławiu – mówi.

Według dyrektora Mutora, Muzeum Ziem Zachodnich może przełamać powojenną traumę między Polakami i Niemcami. – Musimy tylko opowiedzieć historię taką, jaką naprawdę była. Opowiemy więc o trudnych spotkaniach Polaków i Niemców na ziemiach zachodnich – mówi.

Przytacza też jednak opowieść Adolfa Juzwenki, dzisiejszego szefa Ossolineum. Juzwenko w dzieciństwie przyjechał w strasznych warunkach z Kresów do wsi pod Sobótką. Przez osiem miesięcy mieszkał tam z niemiecką rodziną. Rodziną wspaniałą, z którą bardzo się zaprzyjaźnił. Kiedy w końcu ci Niemcy musieli wyjechać, Polacy płakali. Podobnych historii jest wiele. – Mieszkańcy ziem zachodnich zaczynają akceptować wielokulturową przeszłość tych terenów – twierdzi Marek Mutor. – Bo przecież Wrocław, Szczecin i inne miasta były budowane przez wiele narodowości i różne państwa: Polską piastowską, Czechy, Austrię, Prusy, i znów Polskę. I my czujemy, że to jest nasza historia – dodaje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji