Nowy numer 49/2020 Archiwum

Pasja

Widziałem Pana, Tego, którego zabiły nasze grzechy. Zmartwychwstał.

Podszedł do żałobników. Ci przyszli po martwe ciało. Było ich kilkoro. Wszystko odbywało się w milczeniu i pośpiechu. Bogaty przyniósł ze sobą płótna. Ostrożnie zdjęto ciało z krzyża i położono je na śmiertelnym całunie. Wtedy z serca wypłynęły resztki krwi i wody. Ktoś położył na oczy Zmarłego dwa małe pieniążki. Ciało owinięte w płótno przewiązano opaskami. Czasu było już naprawdę niewiele. Na szczęście grobowiec był blisko. Tam Go przeniesiono. Na koniec któraś z kobiet chustą z bisioru zasłoniła Jego twarz owiniętą całunem. Tak chciało Prawo. Zaczynał się święty szabat. Zaczynała się Pascha. Pozostawili więc Ukochanego w grobie i obiecali sobie, że zaraz po święcie wrócą tu, żeby ze starannością i pieczołowitością dokończyć pogrzebowy obrzęd.
Wrócili, jak obiecali, a z nimi chłopiec.

Spełnienie
Niewielka turyńska katedra tonie w ciemnościach. Tylko w bocznych nawach oświetlone kaplice, w tym jedna z relikwiarzem bł. Jana Piotra Frassatiego, wyznaczają szlak wędrówki. Wszystko odbywa się w skupieniu i bardzo sprawnie. To zasługa życzliwych i pomocnych wolontariuszy, u których widać poświęcenie i radość z pełnionej służby. Ich fioletowe kurtki szybko stają się dla gości synonimem bezpieczeństwa. Pątnicy, zanim wejdą do świątyni, oglądają kilkuminutowy film, przygotowujący ich na najważniejsze. Wielu rzeczywiście nie zna historii płótna. Wielu przyjechało do Turynu z dewocyjnej ciekawości. Dla nich garść informacji jest nieodzowna. Muszą wiedzieć, gdzie patrzeć, żeby zobaczyć.
Ale znacznie więcej jest tych, którzy czekali na tę chwilę latami. Czekali, by móc na własne oczy przekonać się o sile wizerunku. Czekali, by ich własne serce zadrżało z nabożnego wzruszenia. Czekali, by ich umysł doświadczył pokoju: to jest prawda!

Cierpliwości!
Nareszcie przyszedł świt. Kończą się historie bólu, cierpienia, śmierci i pogrzebu. Chłopiec zagląda do pustego grobu i chociaż nikogo tam nie ma, jest w nim „Coś”. Idzie na śniadanie. Ciekawska matka dopytuje o niedzielne popołudnie. Synek spokojnie wyjaśnia, co zaszło dzień wcześniej. – Na Gorzkich Żalach proboszcz opowiadał o Całunie Turyńskim – zaczyna swoją relację. – Mówił rzeczy niezwykłe – przekonuje i przedstawia dowody tego, że na całunie jest wszystko zapisane: cała męka i śmierć Jezusa. Ile razy był uderzony biczem, jak wyglądała korona cierniowa, gdzie trzeba wbić gwoździe, żeby utrzymać ukrzyżowane ciało. Co więcej, w kawałek lnianego płótna jest wpisana tajemnica Zmartwychwstania, bo nikt nie ma pojęcia, jak powstał wizerunek z lekko jakby nadpalonych włókien. Chłopiec zapamiętał wszystko: że materiał ma jodełkowy splot, że jest długi na 436 centymetrów, a szeroki na 111, że ślady krwi to krew prawdziwa, bardzo rzadka, grupy AB. Opowiada długo i ze szczegółami. Na koniec pyta nieśmiało, czy Turyn jest daleko od Miękini. – Bardzo daleko – odpowiada matka i już boi się następnego pytania. Kiedy nieubłaganie zostaje postawione, musi poradzić: – Jak dorośniesz, to sam pojedziesz i zobaczysz. Dorósł i czekał, całe 25 lat, żeby zapowiedź matki się spełniła.

« 1 2 3 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama