Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pasja

Widziałem Pana, Tego, którego zabiły nasze grzechy. Zmartwychwstał.

Biegł jak oszalały. Mały chłopiec musiał uważać, żeby nie poślizgnąć się na zasypanej śniegiem drodze. Niedawno skończył 10 lat. Biegł do domu z sercem przepełnionym bólem: On to zrobił! On dał się zabić! Kiedy wpadł do domu, matka patrzyła na rozpalonego syna z niepokojem. Kilka pytań i spojrzenie w oczy – wystarczą za odpowiedź. Nie, nie jest chory. Czy miłość może być chorobą? – Odpocznij – szepnęła, zamykając drzwi do jego pokoju.

Brak dowodów
Turyn – miasto fiata. To surowe, XIX-wieczne miasto w północno-zachodnich Włoszech nie leży na szlaku zbyt wielu turystów. W tym roku ciągną jednak do stolicy Piemontu miliony. Bo Turyn to także miasto całunu. Od Niedzieli Miłosierdzia Bożego do niedzieli Zesłania Ducha Świętego można adorować wizerunek Ukrzyżowanego. Tajemniczy świadek Zmartwychwstania po raz kolejny przemawia do tłumów. Okazja ku temu zdarza się rzadko. Ostatnio w Roku Jubileuszowym. Następna? Pewnie w roku 2025, a potem w 2033. 2 maja wśród pielgrzymów pojawił się sam Benedykt XVI. Papież, który nie kryje swojej fascynacji relikwią. To on kilka lat temu odwiedził inne miejsce związane z tajemnicą Zmartwychwstania: Manoppello. Jest tam przechowywana grobowa chusta Jezusa.

Naukowcy przekonują, że oba wizerunki uzupełniają się. Na obu widać tę samą twarz: na całunie jest to twarz skatowana i zastygła w pośmiertnym napięciu, a na chuście twarz Żyjącego. Oba wizerunki istnieją wbrew zasadom znanym nauce. Ta jest bezsilna wobec pytania o sposób powstania obrazów. Dlatego wszystko, na co stać naukowców, to stwierdzenie lub wykluczenie ewentualnego fałszerstwa. Nauka jednak nie może udowodnić autentyczności płócien. Do tego potrzebne są dowody naukowe. Niestety, nie da się dostępnymi dzisiaj metodami powtórzyć procesu powstawania odbić. A skoro w warunkach laboratoryjnych niemożliwe jest przeprowadzenie eksperymentu, niemożliwe jest także przedstawienie jego wyniku.

Zgodnie z Prawem i Ewangelią
Dziesięciolatek obudził się w środku nocy. Śniło mu się tamto morderstwo. Okrutne tortury, poniżenie i nieludzki wysiłek skazańca, by nie zawieść. Niósł poprzeczną belkę. Droga nie była zbyt długa. Zaledwie kilkaset metrów, jednak dla wykrwawionego człowieka była katorgą. Nawet dla Niego, wysokiego i silnego mężczyzny. Na szczycie niewielkiego wzniesienia, wśród smrodu miejskiego wysypiska śmieci, dokończono egzekucji. Malec nie był przerażony. Patrzył więc odważnie, co będzie dalej. Patrzył oczami wyobraźni na ciało poorane przez bicze, porozrywane i przebite. Śledził z uwagą strużki krwi, spływające z nadgarstków i stóp. Patrzył do ostatniego krzyku. Nie bał się. Wiedział, że to wszystko ma sens. Tego nauczył się na lekcjach katechezy. W to wierzył. Bez oporów podszedł więc tak blisko, jak to tylko było możliwe.

« 1 2 3 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama