Nowy numer 2/2021 Archiwum

Biegun rosyjski

Rosjanie ogłosili, że zajęli biegun północny i Morze Arktyczne. Po co im taka góra lodu? Z pewnością nie o lód tu chodzi.

Nasze głębiny!
Wyniki badań dwóch batyskafów nie są jeszcze znane, ale nietrudno się domyślić, jaki będzie ich rezultat. W Rosji od wielu tygodni sprawa „lądowania” na dnie Morza Arktycznego nie schodzi z czołówek. Słowo „lądowanie” jest tutaj jak najbardziej uzasadnione. Rosjanie wyprawę porównują do lądowania człowieka na Księżycu. Choć sporo w tym przesady, to trzeba przyznać, że, z racji ekstremalnie wysokiego ciśnienia, osiadanie na dnie oceanu ponad 4 kilometry poniżej jego powierzchni jest nie lada wyczynem.

Wydarzenie z propagandowego punktu widzenia jest wykorzystywane do granic możliwości. Ze znajdującymi się pod wodą ludźmi (w dwóch batyskafach zasiedli naukowcy i politycy) rozmawiali podobno rosyjscy astronauci, okrążający Ziemię na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Przekaz jest jednoznaczny. Do nas należą przestworza, do nas należą głębiny. Najbardziej politycznym gestem było jednak umieszczenie przez jeden z batyskafów na dnie, tuż przy brzegu bieguna, rosyjskiej flagi narodowej. W przeszłości w taki właśnie sposób mocarstwa wchodziły w posiadanie nowych, bezpaństwowych w ówczesnym rozumieniu, ziem. Umieszczenie flagi na ziemi niczyjej oznaczało włączenie jej do swoich terytoriów.

Dowód naukowy
Oficjalnie wyprawa nie ma nic wspólnego ze zdobywaniem nowych terytoriów. Zorganizował ją badawczy Instytut Arktyki i Antarktyki z Petersburga z okazji ogłoszonego przez ONZ Międzynarodowego Roku Polarnego. Jej szefem jest Artur Czilingarow, naukowiec i podróżnik, badacz Arktyki, oraz… wiceprzewodniczący Dumy – rosyjskiego parlamentu. Pytani o intencje, zaangażowani w projekt naukowcy opowiadają długo o niezbadanej florze i faunie podbiegunowych głębin, a dopiero na samym końcu, mimochodem, wspominają o chęci sprawdzenia, jak daleko sięgają granice Rosji.

To, co naukowcy być może ukrywają, politykom bez problemu przechodzi przez usta. – Celem rosyjskiej wyprawy nie jest zdobywanie Arktyki, lecz zebranie naukowych dowodów, że duża jej część prawnie nam się należy – powiedział bez zbędnego mydlenia oczu szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow. Ma rację. Gdyby wyprawa miała tylko i wyłącznie cel naukowy, nie poświęcano by jej w Rosji tyle uwagi. Poza tym nie często zdarza się, by w misji naukowej brali udział parlamentarzyści, a tak było tym razem.

Mówi się też, że Rosjanie koniecznie chcieli być na podbiegunowym dnie pierwsi, bo podobną ekspedycję szykują Amerykanie. Pretensje do części arktycznych terytoriów roszczą sobie także Dania, Norwegia i Kanada. Ta ostatnia poczuła się zagrożona „misją naukową” Rosjan i przeprowadza właśnie ogromne manewry wojskowe w okolicach bieguna. Zapowiada też stworzenie flotylli małych lodołamaczy, które będą patrolowały tereny okołobiegunowe.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także