Nowy numer 30/2021 Archiwum

Przełamać niemoc

Pałac Saski miał zostać zrekonstruowany już kilkanaście lat temu. Czy tym razem uda się doprowadzić tę sprawę do końca?

W 2023 r. rozpoczniemy odbudowę Pałacu Saskiego, realizując tym samym polityczny testament Lecha Kaczyńskiego, który jako prezydent Warszawy zainicjował starania na rzecz tego dzieła. Rekonstrukcje fasad budynków przywrócą stan z sierpnia 1939 r., natomiast wnętrza będą użytkowe i nowoczesne – zapowiedziano w programie Polski Ład. W dokumencie przygotowanym przez obóz Zjednoczonej Prawicy nie znajdziemy szczegółów dotyczących wspomnianej inwestycji. Wiadomo jedynie, że jej realizację ma umożliwić specustawa, którą przygotowuje Kancelaria Prezydenta. Urzędnicy zapewniają, że prace ruszyły pełną parą. Przeszkodą pozostaje brak porozumienia pomiędzy władzami centralnymi i warszawskim ratuszem.

Chopin i Enigma

Historia Pałacu Saskiego sięga 1661 r. Wówczas poeta Jan Andrzej Morsztyn, pradziad Stanisława Augusta Poniatowskiego, uzyskał pozwolenie od króla Jana Kazimierza na wzniesienie barokowego pałacu na parceli należącej wcześniej do starostwa warszawskiego (dzisiejszy plac Piłsudskiego). W 1713 r. August II Mocny zakupił budynek od córki Morsztyna i urządził w nim rezydencję królewską wzorowaną na Wersalu. Wówczas powstało założenie urbanistyczne nazywane Osią Saską, ciągnącą się od Krakowskiego Przedmieścia do Koszar Mirowskich.

Do 1797 r. pałac stanowił własność elektorów saskich. Ich apartamenty znajdowały się w korpusie głównym, a pozostałą część budynku wynajęto na biura rządowe i mieszkania. W latach 1804–1816 w pałacu mieściło się Liceum Warszawskie. Jesienią 1810 r. posadę nauczyciela języka francuskiego otrzymał tam Mikołaj Chopin. Jego rodzina, wraz z małym Fryderykiem, zamieszkała na drugim piętrze gmachu.

Podczas powstania listopadowego pałac uległ zniszczeniu. Wówczas nabył go rosyjski kupiec Jan Skwarcow, na którego zlecenie przygotowano plan przebudowy w stylu klasycystycznym. Środkową część pałacu rozebrano, a jej miejsce zajęła kolumnada w porządku korynckim. W 1864 r. budynek został przejęty przez rosyjskie władze wojskowe, które utworzyły w nim siedzibę Zarządu Warszawskiego Okręgu Wojennego.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w Pałacu Saskim ulokowano Sztab Generalny Wojska Polskiego, którego nazwę zmieniono później na Sztab Główny. To właśnie tam mieściło się Biuro Szyfrów, którego pracownicy w grudniu 1932 r. złamali szyfr niemieckiej Enigmy. W 1923 r. przed budynkiem stanął pomnik księcia Józefa Poniatowskiego, a dwa lata później pod pałacową kolumnadą umieszczono Grób Nieznanego Żołnierza.

W czasie II wojny światowej Pałac Saski został zajęty przez Wehrmacht. Do sąsiedniego Pałacu Brühla wprowadził się natomiast gubernator dystryktu warszawskiego Ludwik Fischer. W grudniu 1944 r. obydwa gmachy, wraz z pomnikiem księcia Poniatowskiego, zostały wysadzone w powietrze. Była to zemsta Adolfa Hitlera za wybuch powstania warszawskiego.

Zasypane piwnice

Krótko po wojnie komunistyczne władze brały pod uwagę możliwość odbudowy pałacu. Ostatecznie poprzestano jednak na odrestaurowaniu ocalałego z wojennej pożogi fragmentu kolumnady z Grobem Nieznanego Żołnierza. Po 1990 r. długo nie podejmowano tematu rekonstrukcji budynku. Przełom nastąpił w 2002 r. Wówczas Lech Kaczyński został prezydentem Warszawy i rozpoczął starania na rzecz realizacji inwestycji. W czerwcu 2006 r. już jako głowa państwa patronował podpisaniu umowy, która zakładała, że pałac zostanie odbudowany w kilka lat. Koszty oszacowano na 201 mln zł. – Z tej lekcji mamy dwie nauki. Po pierwsze, że proces inwestycyjny w Polsce musi zostać skrócony. Po drugie, że jak się człowiek uprze, to uda się realizować projekt nawet przy olbrzymich problemach prawnych – mówił wtedy prezydent.

Wydawało się, że sprawa zostanie szybko doprowadzona do końca, ale pojawiły się niespodziewane trudności. Podczas prac przygotowawczych na placu Piłsudskiego odkryto piwnice z XVII–XVIII w. Część z nich została uznana za zabytek, co uniemożliwiało realizację inwestycji w zgodzie z przyjętym projektem. Główną przeszkodą okazał się podziemny parking, który miał powstać w tamtym miejscu. W marcu 2008 r. władze miasta rozwiązały umowę z wykonawcą i ogłosiły przetarg na projekt uwzględniający nowe okoliczności. Wkrótce jednak prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz stwierdziła, że kryzys gospodarczy nie pozwala na realizację inwestycji. Pieniądze, które miały zostać przeznaczone na ten cel, przekierowano na budowę mostu Północnego. Zabytkowe piwnice zabezpieczono i zasypano. W kolejnych latach w mediach pojawiały się materiały poświęcone historii pałacu, a politycy wciąż mówili o potrzebie jego rekonstrukcji. Nie podjęto jednak żadnych konkretnych działań w tej sprawie.

„Mocarstwowy projekt”

W 2018 r., przy okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, prezydent Andrzej Duda podpisał deklarację o restytucji Pałacu Saskiego. Od tamtego wydarzenia upłynęły już prawie trzy lata. Dlaczego w tym czasie nie rozpoczęto żadnych prac? Przeszkodą był brak porozumienia władz centralnych z warszawskim ratuszem. Bez niego realizacja inwestycji nie jest możliwa. Od 1999 r. działka, na której stał wcześniej pałac, należy bowiem do miasta. Stołeczne władze otrzymały ją w zamian za część budynku na placu Bankowym, gdzie mieści się obecnie Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Dzisiaj warszawscy urzędnicy proponują powrót do stanu sprzed 22 lat. Wówczas właścicielem gruntu zostałoby państwo, ale wojewoda Konstanty Radziwiłł musiałby opuścić swoją siedzibę. To niejedyny warunek, który stawia rządzącym ratusz. Urzędnicy domagają się także, aby zrekonstruowany pałac był ogólnodostępny, a drzewa rosnące w Ogrodzie Saskim nie ucierpiały na skutek prac budowlanych.

Jakie są szanse na zawarcie porozumienia? Rafał Trzaskowski poinformował, że rozmawia na ten temat z rządem, ale sam pozostaje sceptyczny wobec pomysłu odbudowy pałacu. W jednym z wywiadów nazwał go „mocarstwowym projektem, który może zaburzyć miejską przestrzeń”. Pomimo wielu podobnych wypowiedzi włodarza stolicy urzędnicy Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu nie rezygnują z kolejnych spotkań. – Od kilku miesięcy prowadzimy robocze rozmowy z miastem i ten dialog przebiega w dobrej atmosferze, idziemy w dobrym kierunku. Nie wyobrażamy sobie, żeby jakiekolwiek środowiska, instytucje czy samorządy były przeciwko tej idei – przekonywał w rozmowie z PAP minister Piotr Gliński.

Warszawiacy popierają

Dotychczasowe działania podejmowane na rzecz odbudowy pałacu ujawniły niemoc państwa w tej sprawie. Warto ją wreszcie przełamać. Realizacja tego projektu zwieńczyłaby bowiem proces podnoszenia Warszawy z wojennych ruin.

Jaką funkcję miałby pełnić zrekonstruowany budynek? W 2013 r. poseł Zbigniew Girzyński zasugerował, aby powstało w nim „światowej klasy muzeum historii Polski”. W 2018 r. marszałek Senatu Stanisław Karczewski zaproponował natomiast przeniesienie tam izby wyższej parlamentu oraz utworzenie Muzeum Zniszczenia Warszawy. Z kolei premier Mateusz Morawiecki mówił o Pałacu Niepodległości. Do tej pory nie zdecydowano, do czego mogłyby posłużyć wnętrza budowli.

Rządzący planują odbudowę nie tylko samego Pałacu Saskiego, ale także Pałacu Brühla i kamienic przy ul. Królewskiej. Koszt inwestycji oszacowano na 1 mld zł. Stołeczne władze raczej nie zdecydują się na wsparcie projektu. Najprawdopodobniej zostanie on sfinansowany ze środków budżetowych. Niewykluczone, że pewną kwotę na ten cel przekażą także Niemcy, którzy są odpowiedzialni za zniszczenie kompleksu. W ostatnich tygodniach Polska Agencja Prasowa próbowała uzyskać informacje na ten temat. Niemiecki MSZ odpowiedział wymijająco: „Śledziliśmy na bieżąco doniesienia w polskich mediach na temat planowanej odbudowy Pałacu Saskiego. Według naszego rozeznania, planowanie jest jeszcze we wczesnej fazie. Będziemy nadal z zainteresowaniem śledzić ten projekt” – napisali dyplomaci.

Pomysł rekonstrukcji pałacu cieszy się dużym poparciem mieszkańców stolicy. Z sondaży przeprowadzanych w 2006 r. wynika, że większość z nich była do niego nastawiona wręcz entuzjastycznie. W tegorocznym plebiscycie „Supermiasta”, zorganizowanym przez „Gazetę Wyborczą”, ten projekt zajął wysokie trzecie miejsce, wyprzedzając m.in. postulat budowy kolejnych linii metra. Dlaczego zatem warszawscy urzędnicy podchodzą do niego z tak dużą rezerwą? Wydaje się, że to rezultat niechęci do obecnego rządu. Czas pokaże, czy w tej sprawie zwycięży zdrowy rozsądek, nakazujący odbudowę pałacu ponad politycznymi podziałami.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama