Nowy numer 42/2021 Archiwum

Dom otwarty dla wszystkich

Kinga urodziła się rok temu, 14 listopada, i żyła tylko 46 dni. – Dokładnie tyle, ile sobie życzyła – przekonują jej rodzice. Ta historia stała się inspiracją do powstania Domu Życia, który już niebawem będzie działał na terenie sanktuarium pasyjno-maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Współodczuwać i współcierpieć

Myśl o Kindze nie dawała o. Leonardowi spokoju, bo jako doświadczony psycholog i psychoterapeuta czuł, że dla rodziców mierzących się z dramatem choroby dziecka trzeba zrobić coś więcej. Wreszcie podczas rozmowy z prowincjałem zgromadzenia zrodził się pewien pomysł. Przyczynił się do tego dom, który znajduje się na kalwaryjskich dróżkach, pomiędzy stacjami Szymona i Weroniki. Boży przypadek?

O. Hryniewski napisał projekt zagospodarowania budynku i przedstawił go najpierw kustoszowi sanktuarium, a potem zgromadzonym na kapitule współbraciom. Decyzja była pozytywna – zgromadzenie przekazało należący do niego budynek (który jest obecnie remontowany, a inauguracja działalności zaplanowana jest na czerwiec 2021 r.) na potrzeby Domu Życia i zabezpieczyło finanse na to przedsięwzięcie. – Projekt jest pionierski, ale chcielibyśmy, żeby za tym przykładem poszły też inne parafie i diecezje. To nie musi być kosztowna inwestycja – wystarczy kilka pomieszczeń, w których pracować będzie dwóch lub trzech specjalistów – tłumaczy o. Leonard. Zastrzega też, że Dom nie jest odpowiedzią na wydarzenia, jakie w ostatnim czasie obserwujemy na ulicach polskich miast (protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej – przyp. aut.). – Ten pomysł zrodził się dużo wcześniej, a jego inspiracją była historia Kingi. To, co się teraz dzieje, udowadnia jedynie, jak bardzo jest potrzebny – podkreśla zakonnik. To właśnie on pokieruje zespołem psychologów, którzy będą wspierać rodziców oczekujących narodzin chorego dziecka, jednak Dom będzie otwarty dla wszystkich rodzin, z całej Polski, również tych niewierzących lub będących innego wyznania. – Dobry terapeuta musi podążać za swoim pacjentem. Dla wielu osób wiara będzie ważnym elementem w terapii, ale nie dla wszystkich. Mam świadomość, że trafią tu także osoby, które dokonały aborcji i potrzebują to teraz przepracować – nie ma wątpliwości o. Leonard i dodaje: – Psychologiczne koszty aborcji (naznaczającej życie zarówno kobiety, jak i mężczyzny, i całej ich rodziny!), trauma, która z tym się wiąże, i terapeutyczny proces wychodzenia z niej zazwyczaj są dużo większe niż te, które rodzina ponosi, przyjmując dziecko, donosząc ciążę i przeżywając potem pożegnanie i żałobę. Aborcja pozostawia bowiem w psychice ślady, które ujawniają się nawet po wielu latach, w najmniej spodziewanych okolicznościach.

Oprócz pomocy specjalistów rodzice stający wobec diagnozy o nieuleczalnej chorobie dziecka będą też mogli liczyć na wsparcie osób, które jak nikt inny wiedzą, czego im potrzeba. Zaangażowani w projekt po stracie (już dziś zadeklarowali to Basia i Mateusz) będą współodczuwać, współcierpieć i po prostu dawać innym swój czas. – W nieszczęściu mieliśmy też sporo szczęścia – przyjaciół, którzy odgadywali nasze pragnienia, spełniali te, o których wiedzieli, i odciążali nas w różnych sprawach. W dniu porodu jedna z osób zajęła się naszymi córkami, a ze szpitala odbierał nas kolega – dokładnie takim autem, w jakim mieścił się specjalny wózek wypożyczony ze szpitala. Inna osoba wyciągnęła spod ziemi czapeczki konieczne do tego, by przykryć dziurę, jaką Kinga miała w czaszce, a jeszcze inna wpadała do nas robić zdjęcia. Żeby były na pamiątkę, gdy Kingi już z nami nie będzie – wylicza Basia.

O tym mówił św. Jan Paweł II

To jeszcze nie wszystko. O. Leonard chce bowiem połączyć siły z organizacjami, które od lat działają na różnych płaszczyznach. Tak jak hospicjum dla dzieci, które najczęściej ma biuro, ale brakuje w nim miejsca na spotkania z rodzicami. Efekt jest taki, że psycholog jeździ do nich, pokonując często setki kilometrów w czasie, który mógłby poświęcić większej liczbie rodzin. – W Domu Życia tego miejsca będzie pod dostatkiem – zauważa zakonnik. Do współpracy zaprosił też stowarzyszenia oraz fundacje pro-life, które – po rozeznaniu sytuacji każdej rodziny – będą mogły zaproponować pomoc materialną albo udostępnienie sprzętu niezbędnego do rehabilitacji i pielęgnacji dziecka (jeśli ciążę uda się donosić).

– Dom nie jest „wymyślaniem czegoś nowego”. To odpowiedź naszego zgromadzenia na to, czego nauczał nas św. Jan Paweł II – kalwaryjski pielgrzym, i to w roku 100. rocznicy jego urodzin. Chcemy „budować kulturę życia”, o której mówił, i tworzyć dzieło, które „będzie podkreślało wielkość i godność każdego ludzkiego życia” – obiecuje o. Hryniewski.

Basia: – Kinga została z nami 46 dni, które były darem od Boga. Żyła dokładnie tyle, ile sobie życzyła, a my, choć chcieliśmy więcej, wyciągaliśmy ręce po więcej, nie przedłużaliśmy jej życia ani o minutę. I choć odeszła tak szybko, mamy poczucie, że to życie było w pełni wartościowe. Nie było naznaczone cierpieniem, dlatego nie pocieszały nas słowa, że powinniśmy się cieszyć, bo „Kinga już nie cierpi i jest już w niebie”. Jako matka nie byłam gotowa, by oddać swoje dziecko. Jeśli jednak możemy doszukać się w tym wszystkim jakiegoś dobra, to jest nim dzieło, które będzie służyło innym rodzicom. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama