Nowy numer 2/2021 Archiwum

Historia nieznanej fotografii

W niedzielę 4 grudnia 1932 r. mieszkańcami Bielska i Białej wstrząsnęła tragiczna wiadomość – w szpitalu miejskim w Bielsku zmarł lekarz – dr Edmund Wojtyła. Miał 26 lat.

Na początku lat trzydziestych zeszłego stulecia na Podbeskidziu szerzyła się wyjątkowo niebezpieczna i zaraźliwa płonica (szkarlatyna). Doktor Wojtyła przez całą noc czuwał przy młodej pacjentce cierpiącej na tę chorobę. Próbował ratować jej życie, nawet wtedy gdy już zapadła w śpiączkę. Wiedział, jak bardzo jest to niebezpieczne, jednak nie chciał zostawić pacjentki bez opieki. Zaryzykował. Po kilku dniach okazało się, że sam się zaraził. Jego choroba trwała tylko cztery dni. Cztery dni agonii w gorączce sięgającej 40 stopni. Za swoją odwagę zapłacił życiem, „zasnął w Panu zaopatrzony olejami świętymi”.

Wieść o śmierci doktora Edmunda wstrząsnęła mieszkańcami Bielska i Białej, którzy 6 grudnia tłumnie uczestniczyli w jego pogrzebie. W środowisku medyków mówiło się o jego heroizmie, o etyce lekarskiej i honorze, którymi się kierował. Wspominano ofiarność i serce, jakie miał dla chorych, również poza godzinami pracy, a także jego słynne przedstawienia jednego aktora, którymi podnosił pacjentów na duchu. Oddano mu cześć nawet na posiedzeniu Rady Miasta, wspominając również jego „czcigodnego ojca, którego był chlubą”, przedwcześnie zmarłą matkę i ukochanego młodszego brata. Wielu zapewniało, że pamięć o nim nie zginie.

Syn „niezabezpieczony”

Urodzony w 1906 r. w Krowodrzy k. Krakowa Edmund Wojtyła w roku 1913 r. z rodzicami przeniósł się do Wadowic. W wieku 10 lat został zapisany do szkoły w Enns za Wiedniem. Do domu w Wadowicach wrócił w listopadzie 1918 r.

Wiedzę o dzieciństwie Edmunda Wojtyły warto nieco wzbogacić, sięgając do kilku mało znanych dokumentów. Zajrzyjmy najpierw do metryki jego chrztu. Przechowywana jest ona w Kriegsarchiv w Wiedniu wraz z aktem ślubu jego rodziców. W dokumencie tym zapisano, że Edmund urodził się 27 sierpnia 1906 r. w Krowodrzy jako ślubny syn Karola i Emilii z Kaczorowskich. Przy połogu pomagała krowoderska akuszerka Bronisława Zapalska. Dziecko ochrzczono 23 września 1906 r. w kościele Świętych Piotra i Pawła przy ul. Grodzkiej w Krakowie. W tej samej świątyni Karol i Emilia zawarli sakrament małżeństwa. Syna państwa Wojtyłów ochrzcił ks. Kazimierz Płachetko, duszpasterz polowy, kapłan diecezji przemyskiej, który wcześniej pobłogosławił ich małżeństwo.

Ojcem chrzestnym został dziadek Edmunda, ojciec Emilii – Feliks Kaczorowski. Dziś takie sytuacje spotyka się bardzo rzadko, ale w rodzinie Kaczorowskich nie był to wyjątek. Trzy lata wcześniej Feliks trzymał do chrztu swoją pierwszą wnuczkę, Felicję Wiadrowską. Na chrzestną dla syna Karol i Emilia poprosili Joannę z Antonich, drugą żonę Feliksa. Pochodziła ona z Białej. Z pewnością była na pogrzebie Edmunda, swojego chrześniaka. Zmarła dziesięć lat później, w 1942 r., w Białej, wówczas już połączonej z Bielskiem w jedno miasto.

Przez pierwsze 7 lat Edmund z rodzicami mieszkał w Krakowie. Wojtyłowie żyli dosyć skromnie – z jednej pensji podoficera. Często zmieniali mieszkania. Wskazuje się ich kilka: wynajęty lokal na Krowodrzy, kamienice na ul. Felicjanek, na ul. Mazowieckiej, na ul. Kościuszki. Także sytuacja prawno-finansowa Edmunda i Emilii nie była pewna. W wojskowych dokumentach Karola zapisano, że jest on „ojcem niezabezpieczonego dziecka”. W państwie Habsburgów termin „niezabezpieczony członek rodziny urzędnika” oznaczał wdowę lub sierotę, której nie przysługiwała renta po ojcu rodziny. Przez pierwsze lata małżeństwa Karol nie nabył praw do tego rodzaju świadczeń, dlatego w przypadku jego naturalnej śmierci Edmund i Emilia nie otrzymaliby po nim renty.

Nieznany list

Z krakowskiego okresu życia Edmunda nie zachowało się zbyt wiele śladów. Pewną informację zawiera krótki list, a właściwie fotografia korespondencyjna Stefanii Wojtyłówny do Emilii, gdy ta wraz z mężem przebywała w sanatorium w Karlsbadzie (Karlowe Wary). Został napisany w czasie wakacji 1912 r. Dotychczas nie był nigdzie publikowany. Czytamy w nim: „Żartobliwie kazaliśmy zrobić zdjęcie nam (Wojtyłom) w niedzielę u takiego jednego nadwornego fotografa, który robi 6 odbitek po 70 halerzy. Mundek jest najmniej dobrze ujęty, Juzin najlepiej. Wczoraj byliśmy w trójkę w Cygańskim Lesie, »lataliśmy« sporo, a i Mundek się wyszalał. Kiedy przyjedziecie? Wielkie dzięki za kartkę”.

Na zdjęciu utrwalono trzy postacie: siedzącą kobietę i dwóch chłopców. Młodszy stoi po jej lewej stronie, trzyma kobietę za rękę. Starszy, ubrany w elegancki garnitur, ustawił się po prawej stronie. Kobietą jest Stefania Wojtyłówna, młodszym dzieckiem – Mundek, zaś starszym – brat Stefanii (i przyrodni brat Karola), Józef Wojtyła. List został napisany w Białej. Podczas nieobecności Emilii i Karola Stefania przez jakiś czas opiekowała się Edmundem. Opieka ta musiała trwać kilka tygodni – w tym czasie otrzymała kartkę pocztową od Emilii i odpowiedziała na nią tą właśnie fotografią. Pod koniec listu zadała pytanie, które subtelnie zdradzało pewną niecierpliwość: „Kiedy przyjedziecie?”. To świadectwo więzi rodzinnych Karola i Emilii z Wojtyłami z Białej. Składali sobie oni wizyty towarzyskie. Wtedy byli to – poza rodziną matki – ich najbliżsi krewni.

W szkole wojskowej

Warto przywołać jeszcze jeden mniej znany epizod z dzieciństwa Edmunda. Już jako dziecko w niezwyczajnych warunkach pokazał hart ducha i talenty. W życiu dojrzałym właśnie te cechy potwierdzali jego znajomi, koledzy ze studiów i współpracownicy w szpitalu. Chodzi o jego pobyt w wojskowej szkole dla chłopców. W 1916 r., po ukończeniu czwartej klasy szkoły podstawowej w Wadowicach, Edmund rozpoczął naukę w szkole średniej. Nie było to jednak gimnazjum Wadowity, lecz c.k. Niższa Wojskowa Szkoła Realna w Enns. W dzienniku szkolnym tej placówki zanotowano, że w czasie pobytu Mundka w Enns jego ojciec mieszkał w Wadowicach. Edmund kształcił się na koszt państwa. Karol płacił jedynie symboliczne czesne – 28 koron za rok.

Co ciekawe, Mundek został przyjęty do Enns tylko na próbę, warunkowo. Dlaczego? Nauka odbywała się tam w języku niemieckim i początkowo stanowiło to dla niego pewien problem. Na początku oceniono, że zna niemiecki tylko w stopniu dostatecznym, zaś język polski, czyli swój język ojczysty – znakomicie. Nauczyciele nie mieli pewności, czy poradzi sobie z nauką w obcym dla niego języku. Mundek zaczynał naukę w Enns jako jeden z najmłodszych. Był sam w obcym środowisku. Okazał się jednak niezwykle zdolnym i pracowitym uczniem. W ciągu kilku miesięcy nadrobił zaległości. Już od grudnia 1916 r. zaczął otrzymywać z niemieckiego same dobre stopnie. 6 marca 1917 r. skończył się czas próby, przyjęto go do szkoły na stałe. W następnych latach zanotowano, że jego znajomość niemieckiego i polskiego jest doskonała. W drugiej klasie znalazł się wśród najlepszych. Po pierwszym półroczu zajął piąte, a na zakończenie roku siódme miejsce wśród 29 uczniów. Był bardzo dobry zwłaszcza z geografii i matematyki. Był też wysportowany – sądząc po ocenach z ćwiczeń fizycznych.

Mundek i Edmund

Nauczyciele cenili Mundka. Pisali o jego wybitnych zdolnościach, niezwykłej pilności, ambicji i skromności. Co roku podkreślali również cechy jego osobowości: przystępność, wrażliwość i delikatność. Właśnie o takim Edmundzie mówili później jego znajomi. Dał się im poznać jako doskonale wykształcony lekarz, niezwykle wrażliwy na cierpienie innych. Właśnie dlatego tamtej nocy czuwał przy umierającej pacjentce.

W roku szkolnym 1918/1919 Edmund rozpoczął w Enns naukę w klasie trzeciej. Wiadomo jednak, że we wrześniu go tam nie było. Ostatnie oceny uzyskał w październiku. Przeniósł się do Wadowic – do gimnazjum Wadowity. Tu przeżył radość z narodzin brata i przyjaźń z nim. Potem przyszły studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, śmierć matki, doktorat wszech nauk medycznych z wyróżnieniem, miłość do Jadzi Urbanówny i plany na przyszłość. Praktyka w Klinice Dziecięcej UJ w Krakowie, a wreszcie praca w Powszechnym Szpitalu Miejskim w Bielsku. I epidemia płonicy, która przyniosła mu śmierć.

Mieszkańcy Bielska-Białej spełnili swoją obietnicę z grudnia 1932 r. Pamiętają o dr. Edmundzie Wojtyle, mimo że od jego śmierci minęło prawie 90 lat. Może spełni się też pragnienie wielu ludzi i Kościół wyniesie kiedyś na ołtarze Edmunda Wojtyłę, wspaniałego lekarza, brata św. Jana Pawła II. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama