Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wbrew tragedii

Edward Polednik spod Rybnika był jedynakiem. Świetnie się zapowiadał. Miał 17 lat, gdy przeziębił się na polowaniu. Wdało się zapalenie mózgu. Zmarł. Wtedy jego zdruzgotany ojciec swój duży majątek przeznaczył na pomoc innym.

Ukazała się książka o tej niezwykłej historii z XIX wieku. Opracował ją Jan Krajczok na podstawie tekstu Rudolpha Münzberga z 1898 roku. Ojciec tego chłopaka nazywał się Józef Benedykt Polednik. Ktoś inny w obliczu takiej tragedii zacząłby pić albo pogrążył się w apatii. 48-letni wtedy Józef postanowił jednak swój majątek i talent do pomnażania pieniędzy przeznaczyć na pomoc bliźnim. Dzięki fundacji Józefa Polednika setki zdolnych, ale ubogich Ślązaków zdobyło wykształcenie. Tak się złożyło, że jednym z najwybitniejszych z nich okazał się jego własny krewny, urodzony już po jego śmierci. To prawnuk jego siostry, błogosławiony ksiądz Emil Szramek, wybitnie zasłużony dla Kościoła i śląskiej kultury.

Chłop licytuje szlachtę

Przodkowie Józefa Polednika to bogaci chłopi z ziemi rybnickiej. Byli też właścicielami młynów wodnych w Radoszowach (dzisiejszej dzielnicy Rydułtów) i Niewiadomiu (dziś dzielnicy Rybnika), a ze strony matki – karczmarzami i młynarzami z okolic Rud. Ojciec Józefa, Walenty Polednik, zatrudnił się jako mistrz budowlany w Rudach. Wznosił budynki, groble i konstrukcje regulujące rzekę dla tamtejszego opactwa cystersów. I choć z pochodzenia był chłopem, swojego syna Józefa wysłał po naukę do wspaniałego cysterskiego gimnazjum w Rudach. Józef, urodzony w 1798 roku, miał głowę na karku. Po sześciu latach w gimnazjum, w wieku 14 lat, został pisarzem sekretarza w urzędzie sądowym. Jako urzędnik błyskawicznie awansował, aż sam został sekretarzem sądu. Prowadził przy tym wszystkie rachunki księcia raciborskiego. Między 1826 a 1835 rokiem nadzorował przejmowanie szlacheckiej ziemi przez chłopów w ramach uwłaszczenia. Przejmował też dla księcia raciborskiego mienie zakonu cystersów, który został skasowany przez władze pruskie. Jednocześnie dbał o pamięć o cystersach i organizował zjazdy absolwentów dawnego cysterskiego gimnazjum. Zarabiał świetnie, a przy tym pieniądze mnożyły mu się w rękach. W dodatku bogato się ożenił. Rycerskie dobra w Lyskach i Nowej Wsi pod Rybnikiem, skąd pochodziła jego żona, należały wtedy do szlacheckiej rodziny von Andersfeld z Rudnika za Raciborzem. Były jednak zadłużone. Polednik postanowił je tanio przejąć. Wykupił dług von Andersfeldów, a potem zgłosił do sądu wniosek o licytację ich majątku. W tej licytacji wygrał. Stała się rzecz niebywała: stara szlachecka rodzina odeszła z kwitkiem, a właścicielem dóbr rycerskich został zaradny śląski chłop.

Feralne polowanie

Pasmo finansowych sukcesów Józefa Polednika wydawało się nie mieć końca. Także jego syn Edward był okazem zdrowia i silnego ducha. Był bardzo lubiany przez nauczycieli i kolegów, a rodzicom okazywał miłość i szacunek. „Marzyłem, że na stare lata, po okresie trudów i trosk, doświadczę radości, patrząc na jego sukcesy, licząc na pełne miłości spotkania z nim” – napisał Józef we wspomnieniach. 2 stycznia 1846 roku, w czasie zimowych wakacji, Józef pozwolił 17-letniemu synowi na udział w polowaniu. Chłopak złapał wtedy zwykłe przeziębienie. Wplątało się jednak też zapalenie mózgu. 8 stycznia młody Edward zmarł. Po tym ciosie zgromadzony przez siebie majątek Józef przeznaczył na pomoc bliźnim. Zbudował w Lyskach potężny, długi na 50 metrów gmach w stylu neogotyckim. W tym czasie, w latach 1846–48, Górny Śląsk został spustoszony przez głód i gigantyczną epidemię tyfusu. Umierały całe śląskie rodziny, a tysiące dzieci zostały bez rodziców. Józef Polednik za namową wrocławskiego biskupa pomocniczego przeznaczył więc ten dom na zakład wychowawczy dla ponad 80 osieroconych dziewcząt. Prowadziły go siostry zakonne, najpierw krzyżaczki, później boromeuszki. Uczyły w językach polskim i niemieckim. Boromeuszki nauczały dziewczyny nie tylko gospodarstwa, ale też podstaw rachunkowości, gry na pianinie oraz języków francuskiego, angielskiego i włoskiego. Zakład w Lyskach pod Rybnikiem stał się słynny i stawiany za wzór w całej Europie. Z odwiedzinami przyjeżdżali tu arystokraci. Dzięki temu Ślązak, chłopski syn Józef Połednik zaprzyjaźnił się z austriackim arcyksięciem Maksymilianem Habsburgiem. Założona przez Józefa fundacja pomogła wykształcić się wielu Ślązakom. Natomiast w wielkim budynku w Lyskach mieści się dziś Dom Pomocy Społecznej św. Józefa. „Joseph Benedict Polednik (1798–1882). Szkic historyczny o twórcy fundacji dobroczynnej w Lyskach”, opracowanie Jan Krajczok, Oficyna HALEGG, Krzyżanowice–Lyski 2020.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama