Nowy numer 48/2020 Archiwum

Lek. Lidia Stopyra: Generowanie teorii spiskowych dotyczących szczepień nie ma sensu

- Szczepionki nie są po to, by chronić tych, którzy chorują łagodnie. Szczepionki mają chronić tych, którzy mogą chorować ciężko - mówi ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie.

Monika Łącka: Słowo "szczepionka" w ostatnich tygodniach wywołuje wielkie emocje. Jedni czekają na nią jak na wybawienie od wirusa SARS-CoV-2. Drudzy boją się, że gdy powstanie, spowoduje więcej złego niż dobrego.

Lidia Stopyra: Wynalezienie szczepionek odmieniło bieg świata i zrewolucjonizowało medycynę. Nie pamiętamy już czasów, gdy przez świat przechodziły epidemie pochłaniające miliony ofiar. Teraz wydaje nam się, że chorób zakaźnych już nie ma i nic nam nie grozi. Czujemy się bezpiecznie i to bezpieczeństwo udało się osiągnąć... właśnie dzięki szczepionkom.

To, co działo się, zanim szczepionki zostały odkryte, obrazuje więc, jak wyglądałby dziś świat, gdyby ich nie było?

Tylko w 1950 r., a więc już w XX wieku, z powodu krztuśca odnotowano w Polsce prawie 1600 zgonów, i są to zgony zaraportowane. W rzeczywistości było ich znacznie więcej, gdyż zgłaszalność chorób zakaźnych w czasach bez internetu, powszechnie dostępnych faksów czy telefonów była znikoma. Z kolei choroby takie jak polio każdego roku powodowały kilka tysięcy zachorowań oraz kilkaset zgonów. Setki osób zostawały też kalekami. Pod koniec lat 50. XX w., gdy pojawiły się pierwsze szczepionki, były one tak niedoskonałe, że ok. 20-30 proc. szczepionych osób cierpiało po szczepieniu na przejściowe porażenia wiotkie. Ci ludzie przestawali na kilka dni, a nawet tygodni chodzić. Ale wszyscy, wiedząc o tym, przychodzili się zaszczepić, bo wiedzieli, jak groźną chorobę wywołuje wirus polio. Każdy miał w rodzinie lub wśród znajomych kogoś, kto zmarł na polio, albo kogoś kalekiego, kto przeszedł polio. Możemy sobie wyobrazić, co by było, gdybyśmy teraz używali takiej szczepionki.

Szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (WZWB) w Krakowie pojawiła się w 1994 r., a dwa lata później była już dostępna w całej Polsce.

Gdy zaczynałam pracować, w poradni chorób zakaźnych mieliśmy ok. 100-200 dzieci z przewlekłym wirusowym zapaleniem wątroby typu B. To były w większości dzieci wyleczone z ciężkich chorób (najczęściej onkologicznych), które - nieszczepione - zapadały później na WZWB. Gdy kończyły 18 lat, stawały się pacjentami poradni dla dorosłych. Wielu z nich w młodym wieku zmarło z powodu powikłań WZWB, głównie pierwotnego raka wątroby czy marskości wątroby. Taki był przebieg choroby. Dzięki temu, że w połowie lat 90. XX w. w Polsce wprowadzono obowiązkowe szczepienia noworodków przeciw WZWB, teraz mamy zaszczepionych wszystkich pacjentów w wieku pediatrycznym. W tym momencie w poradni mamy pod opieką jedno dziecko z przewlekłym WZWB i jest to dziecko niezaszczepione. Wiele chorób ma taką historię - od śmierci i kalectwa po sytuację, jaką mamy teraz, gdy chorób zakaźnych nie ma, i osoby, które sprawy nie rozumieją, pytają, po co szczepić. Chorób zakaźnych takich jak polio, błonica, tężec nie widzimy na co dzień - właśnie dlatego, że są szczepienia. Jeżeli przestajemy szczepić, te choroby wracają.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama