Nowy numer 23/2020 Archiwum

"Przeobraził się cały świat zamieszkany"

Epidemia dla każdego pokolenia, którego dotyka, jest wydarzeniem tak nowym, zagadkowym, przerażającym, że wydaje się jedynym.

Tytuł ujęty cudzysłowem, bo jest cytatem. Takim zdaniem Ibn Chaldun podsumował w roku 1377 w dziele "Mukaddima" opis zarazy, która wyniszczyła ówczesny świat. Śmiertelna zaraza trafiła do Europy w październiku 1347 r. na pokładach genueńskich galer, które przybyły do sycylijskiej Messyny z Kaffy na Krymie. Ta genueńska faktoria handlowa była oblegana przez chana Złotej Ordy. Jego armia zastosowała broń biologiczną - przez mury miejskie przerzucano zwłoki ludzi, którzy zmarli na dżumę. Po tygodniu wykonawcy tych akcji sami marli w męczarniach... Zaraza w wielu nawrotach drugiej połowy XIV w. pustoszyła Europę. Przeżył co trzeci mieszkaniec. Z tamtych już czasów wyłania się obraz trzech rodzajów choroby. Dziś wiemy, że podobne objawy, a nade wszystko skutki może wywoływać choroba o podłożu bakteryjnym, ale także wirusowym. A jeszcze jest cholera.

Ówczesny Rzym (i nie tylko) znał czarną śmierć o wiele wcześniej. Jeszcze w roku 593 papież Grzegorz Wielki niósł ikonę Matki Bożej ulicami Rzymu, błagając o wyzwolenie od szalejącej zarazy. Obraz ów zyskał sobie tytuł Salus Populi Romani - Ratunek Ludu Rzymskiego. 1200 lat później, w roku 1837, przed tym samym obrazem błagał o ustanie epidemii cholery papież Grzegorz XVI. W piątek poprzedniego tygodnia (27 marca) przed tymże obrazem wystawionym przed bazyliką na Watykanie modlił się o ustanie pandemii koronawirusa papież Franciszek. Warto wspomnieć, że kopia właśnie tej ikony wędruje szlakiem Światowych Dni Młodzieży... Do Polski wniesiona została w Jarnołtówku, gdzie mieszkam.

Innym miejscem pielgrzymowania Franciszka w minionych dniach był też kościół św. Marcelego w Rzymie. Początki tej świątyni sięgają wieku V. W roku 1519 pożar zniszczył świątynię, nienaruszony pozostał jeno krucyfiks. Trzy lata później w Wiecznym Mieście wybuchła epidemia dżumy, mieszkańcy Rzymu wynieśli wspomniany krzyż na ulice. Przez ponad dwa tygodnie wierni - niosąc krzyż w najdalsze zakątki miasta - modlili się o powstrzymanie epidemii i uratowanie od zagłady. Gdzie krzyż docierał, choroba ustawała. Po 16 dniach krucyfiks wrócił do kościoła św. Marcelego, epidemia się zakończyła. 27 marca roku bieżącego, oprócz obrazu Salus Populi Romani, przed bazyliką na Watykanie wystawiono także ów krucyfiks... Rzym ma o co prosić. Świat ma o co prosić...

To tylko historia, a właściwie jej okruchy. Sedno tych refleksji stanowi stwierdzenie: epidemia to nic nowego w dziejach Europy i świata. Ale dla każdego pokolenia, którego dotyka, jest wydarzeniem tak nowym, zagadkowym, przerażającym, że wydaje się jedynym. Oby pozostała dla nas jedynym - bo bywały w dawnych czasach nawroty. Ale inna myśl się budzi. Otóż, w roku 1522 krucyfiks od św. Marcelego nieśli w błagalnych procesjach po Rzymie jego mieszkańcy, wędrowały całe procesje - z wiarą w sercach, a modlitwą na ustach, z lękiem w duszy, ale i z nadzieją w czynach. A za naszych dni ku krzyżowi i ikonie Matki Jezusa szedł samotnie jeden człowiek - papież. Przejmujący to był widok. Mógł budzić smutną refleksję, że już tylko jeden człowiek staje przed Bogiem i o zmiłowanie błaga. Nie, to nie tak. Wielu ludzi i może, i chce, i błaga Boga. Ten jeden jest tylko ich widomym reprezentantem. Poza tym, my dziś znamy mechanizmy epidemiologiczne - lepiej albo słabiej, ale znamy. I wiemy, że tłumna procesja niesie w sobie wyznanie wiary, ale też niesie ze sobą naturalne, przyrodzone zagrożenie wirusem.

Tej świadomości kiedyś nie było, a przynajmniej nie była ona tak wyrazista. Dziś nie potrafimy znaleźć granicy pomiędzy gorącą ufnością w moc Boga a kuszeniem tegoż Boga. Dobrze, że wierząc Jezusowi, nie jesteśmy sami. Bo jesteśmy Kościołem, wspólnotą kierowaną przez owego samotnie kroczącego pustym placem biskupa Rzymu. Koniec końców to papież tak zdecydował. W tym samym duchu biskupi - jego współpracownicy w diecezjach całego świata - dają nam wskazania i zarządzenia. Boli perspektywa Wielkanocy bez świąt, boli. Ale... możeśmy sami jakoś się przyłożyli do tej sytuacji? Jak? Zewnętrznością naszego świętowania. Bo nie odmawiając głębi świętowania licznym chrześcijanom, nie można nie zauważyć, że jest jakaś liczba tych zewnętrznie świętujących, którzy dali sobie narzucić spłaszczoną formułę "wesołych świąt". Użyłem małych liter, bo taka mała jest owa zacieśniona formuła.

Nie wiem, nie wiemy, jaka będzie za kilka dni sytuacja w dniu publikacji tego felietonu, bo sytuacja będzie się zmieniać szybciej niż dotychczas - statystyka wyraźnie na to wskazuje. Ale i w statystyce bywają "przypadki losowe". Nieprzewidywalne, a zmieniające statystyczny obraz wydarzeń. Czy dobry Bóg nie może takim statystycznym mechanizmem się posłużyć? Nie pytam matematyków. Bo zapytałem o coś zgoła niematematycznego. I nieprzewidywalnego z ich punktu widzenia. Jak ten krzyż z kościoła św. Marcelego, który ostał się w pożarze. By w pożarze epidemii nie spłonąć, trzeba mocno uchwycić się Jezusowego krzyża.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • spe
    04.04.2020 12:07
    "Dziś nie potrafimy znaleźć granicy pomiędzy gorącą ufnością w moc Boga a kuszeniem tegoż Boga" - granicę wyznacza chyba intencja serca. Jezus nie zamienił kamieni w chleb, by udowodnić swoją wielkość, lecz dokonał większych jeszcze rzeczy, bo rozmnożył chleb na pustyni oraz przemienia Siebie w Chleb, by nakarmić ludzi.
    doceń 3
  • CSOG
    04.04.2020 20:00
    Spotkanie.
    Ta epidemia nie skończy się po 16 dniach. Ona się jeszcze nawet nie zaczęła.
    Przyzwyczailiśmy się mocno do stereotypu myślenia, że w grupie siła. Im większa grupa i masa tym większa siła. Takie jest prawo fizyki i nie ja próbuję to prawo obalić. Jest w tym twierdzeniu jakaś fizyczna prawda. Są też zwiastuny pewnych przesłanek, że może być inaczej. Smutny, ale wymowny obraz samotnego papieża z rękami wzniesionymi do Boga w błagalnym geście prośby o pomoc.
    Czy modlitwy tłumów są dla Boga bardziej przekonywujące niż prośba, modlitwa jednego?
    Przywołuję z pamięci opowieści, historie, dla jednych wątpliwej prawdziwości, dla innych prawdziwe jak większość spraw w które wierzą. Jeden Mojżesz i dwie dłonie wzniesione ku górze. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdzieś w dole walczyli tłumnie i z poświęceniem lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni i inni wojownicy, nie oszczędzający się w boju z przeciwnikiem. Wstawiał się tylko jeden. I wystarczyło. Przypis w Biblii Tysiąclecia podaje: „Opisany fakt jest dowodem skuteczności modlitwy.” Od siebie dodam, skuteczności modlitwy nawet jednego człowieka potrafiącemu rozmawiać z Bogiem twarzą w twarz.
    My bez tłumu poczuliśmy się słabi. My daliśmy się zastraszyć rozproszeniem tłumu. Rozproszeni przeraziliśmy się bezsilności. Choć nawet szeregowy żołnierz wie, że czasami rozproszenie jest jedyną możliwością ocalenia przed nawałą zagłady. Poczuliśmy się wyproszeni z naszych świątyń, pozbawieni fizycznego kontaktu z hostią, święconą wodą, konfesjonałem, kapłanem.
    Jak się rozproszyć pozostając w jednym Duchu? Jak się skupić i skupić swoją moc w rozproszeniu? Jak znaleźć światło w mroku naszych lęków?
    Modlitwą. Osobistym spotkaniem z Bogiem, twarzą w twarz.

    Myśmy tak bardzo czuli się mocni. W chóralnych śpiewach, tłumach procesji, kolejkach do konfesjonałów. A tu Bóg z nami chce pobyć chwilę sam na sam. Powiedz mi, powiedz sobie sam – pyta Bóg – co będąc sam, masz mi do powiedzenia? Teraz jest tylko Ty i ja. Jak znaleźć słowa do modlitwy, w tej ciszy co zaczyna być grobową?
    Nie wiesz? Nie szukaj, nie drżyj. Posiedźmy w ciszy. W tak cichej, że nikt prócz Mnie twojego serca nie usłyszy.

    Tamtego dnia na placu, Franciszek Papież nie był sam.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama