Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ocenić

Święta Róża z Limy napisała, że poza Krzyżem nie ma innej drabiny, po której można by dostać się do nieba.

Na tym właściwie można by poprzestać, tłumacząc fenomen męczeńskiej śmierci Jezusa na krzyżu: posłuszny aż do śmierci. Rozpoczęło się od posłuszeństwa, zakończyło śmiercią. Zupełnie na odwrót niż w raju, gdzie wszystko rozpoczęło się życiem, a skończyło nieposłuszeństwem. Trzeba było tego zamysłu Boga wobec człowieka, pomysłu na wcielenie, aby wszystko mogło powrócić do normalności. Autor Listu do Rzymian ujmie tę prawdę następująco: „Jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” (5,12). Po co i dlaczego? Czy tego właśnie musiał chcieć Bóg, aby człowieka zbawić? Aby odwrócić deprawujący zamysł grzechu niosącego śmierć? Czy w takim razie musiał ułożyć ten scenariusz tak, aby każda z osób dramatu mogła dopisać swój specyficzny wątek? Judasz zdradę, Żydzi chłodną kalkulację, Piotr zaparcie się, Piłat koniunkturalizm, żołnierze okrucieństwo? Kto najbardziej był zatem winny śmierci Sprawiedliwego? Na kogo spadnie brud z obmytych dłoni Piłata? Kogo naznaczy krew wołających: „Krew Jego na nas i na syny nasze?”.

Śmierć Jezusa Chrystusa nie była owocem przypadku w zbiegu nieszczęśliwych okoliczności, napisano w Katechizmie Kościoła Katolickiego (599). Należy ona do tajemnicy zamysłu Bożego. Tak to przedstawił w swoim pierwszym przemówieniu święty Piotr: „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście” ­(Dz 2,22-23). Bóg dopuścił złe czyny wypływające z zaślepienia, jak to ujął dalej Katechizm, by wypełnić swój zbawczy zamysł. To jest sedno nauki o śmierci Jezusa Chrystusa. „Wydając swego Syna za nasze grzechy, Bóg ukazuje, że Jego zamysł wobec nas jest zamysłem życzliwej miłości, która poprzedza wszelką zasługę z naszej strony” (KKK 604).

Śmierć Boga-człowieka jawi się w przestrzeni naszej wiary jako wydarzenie ważne, ale nie centralne. Ona jest jedynie wstępem do tego, co najważniejsze, do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstania, które jest sensem chrześcijaństwa i jego najznamienitszą prawdą. Święty Paweł w 1 Liście do Koryntian naucza: „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. (...) Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (15,12-22). Śmierć. Przyszła przez człowieka. Stąd człowiekiem musiał być ten, kto prawdziwą swoją śmiercią pokonał śmierć. Na ­zawsze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama