Nowy numer 22/2020 Archiwum

Czas objawienia

Czy nadszedł czas objawienia, czyli czas apokalipsy?

Znowu nad górami huczał wicher. Chłopaków ze straży dwa razy w nocy budziła syrena. Swoją drogą podziwiam ich, jak gonią samochodami pod remizę. Granica zamknięta, na głównej ulicy ruch właściwie żaden. Więc pędzą, po chwili już słyszę syrenę wozu bojowego. A bój z żywiołem - tym razem pewnie z bukami tarasującymi szosę.

Dźwięk syreny zawsze mi łzy z oczu wyciska. Pewnie dlatego, że nasz pies z dzieciństwa zawsze wtedy zaczynał żałośnie wyć, co się dzieciakowi udzielało i jako taki wręcz atawistyczny odruch utrwaliło. A syrena była że aż! Jeszcze z czasów wojennego luftschutzu (obrony powietrznej), oczywiście niemieckiego, choć my ze Lwowa. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, jakie tragedie ludzie parę lat wcześniej przeżywali i jak ryk syreny ich przerażał. Bo na dzieciaka gruzy i sterczące spod nich zwęglone belki wrażenia już nie robiły. Taki krajobraz zastałem. Gdy mama potrzebowała drzewnego węgla do żelazka, wysyłała mnie z blaszanką po konserwie z "UNRRy". Wracałem z czarnym urobkiem raz dwa...

Co to za temat? Ano temat klęski, walącej się na świat. Dobrze napisałem: na świat. Koronawirus jest powodem klęski ogólnoświatowej. Najgorsze, że bestii, która uśmierca i paraliżuje dusze ludzi, nie widać. Kwarantanna - niegdyś było to słowo z wierszy, które dziś mało kto pamięta. Pisał Słowacki: "Trzy razy księżyc obrócił się złoty,/ jak na tym piasku rozbiłem namioty...". O dżumę chodziło, cholera inaczej przebiegała, ale wymiatała może i skuteczniej. Dżuma zasłużyła sobie na określenie czarnej śmierci. Cholera przetrwała jako przerywnik w słownictwie niesalonowym. Obie powodowane bakteriami. Dziś mamy wirusa. Chyba wszyscy już na tyle podszkoleni, że rozróżniają zarówno sposób zakażenia, jak i trudności leczenia.

Krótko mówiąc - nic nowego. Tyle że naszemu pokoleniu zdawało się, iż wszelkie tego typu zagrożenia już zażegnane. I zapomnieliśmy o cholerycznych cmentarzach, które prawie w każdym miasteczku gdzieś tam są, najczęściej zaniedbane, ale i nienaruszone - jak minie najgorsze, idź i zapal tam lampkę. Z modlitwą. Uwierzyliśmy w szczepienia. Mój Boże! Wynalazki Ludwika Pasteura, później Roberta Kocha uratowały miliony ludzi. Od wścieklizny, od gruźlicy i od tylu innych chorób powodowanych przez wirusy bądź bakterie. Zdawało się nam, że nawet jeśli przeciwko czemuś tam szczepionki nie ma, to jeszcze jej nie ma. Ale za tydzień będzie. Nie będzie, a już na pewno nie za tydzień. A to coś małego, czego zobaczyć nie potrafimy, nazwane koronawirusem, może tak drastycznie wpłynąć na funkcjonowanie świata i jego mechanizmów. Także makromechanizmów.

Jeszcze kilka tygodni temu pojawiały się newsy informujące o planetoidach, które mogą uderzyć w Ziemię. Najwyraźniej brakowało ludziom dreszczyku emocji. Co by to wtedy mogło się dziać... A może nic by się już nie działo - ogromny pocisk z kosmosu rozwaliłby staruszkę Ziemię razem z nami. A tu okazało się, że scenariusz może być zgoła inny. I pewnie niejedyny. Zwykło się wtedy powtarzać - i takie tytuły można było przeczytać - "czas apokalipsy". Cóż to takiego ta apokalipsa?

Ostatnia księga Biblii w greckim oryginale zaczyna się od słowa "apokalypsis", co znaczy objawienie. Dalsze słowa uściślają: "Objawienie Jezusa Chrystusa". Trudna jest to księga, bo operuje językiem obrazów i symboli, historycznych odniesień i językowych - także liczbowych - łamigłówek. I pełna jest obrazów dramatycznych katastrof, wojen, tajemniczych smoków, bestii, aniołów, wojsk...

Trudna jest ta księga i wymaga dobrego zorientowania w tego typu starożytnej literaturze. Czytając ją, łatwo dać się ponieść albo fantazji, albo wyjaśnieniom "na chłopski rozum". Myśl ześlizguje się wtedy po warstwie symboli i obrazów, mijając się z głębokim znaczeniem za nimi ukrytym. Tym sposobem pierwsze słowo wspomnianej księgi stało się synonimem klęsk, katastrof, kataklizmów, wojen, epidemii. Zniknęło, a przynajmniej przesunęło się na dalszy plan pierwotne znaczenie słowa "apokalipsa", czyli objawienie.

Czas apokalipsy - czyli objawienia - trwa. Trwa właściwie od dnia stworzenia świata. Nowej jakości nabrało objawienie w czasach proroków. Zgoła inne znaczenie zyskało z przyjściem na świat Jezusa. Zrozumieć znaki zapisane w księdze - to jedno. Odczytać, zinterpretować, odnieść do siebie znaki dokonujące się na naszych oczach - to drugie.

A że te znaki wstrząsają światem - jak trwająca pandemia koronawirusa - to trudna sprawa. Nasze czasy obfitują w takie trudne i wymagające od człowieka znaki. Wiele z nich zostało przez człowieka sprowokowanych - zmiany klimatyczne, wymieranie gatunków zwierząt i roślin, zniszczenie zdrowych źródeł żywności i wiele innych. To nie apokalipsa w znaczeniu klęski. To apokalipsa, czyli objawienie i zdolność jego odczytania. Odczytania, interpretacji i odpowiedzi na pytania, które Stwórca stawia ludziom. Także bezmyślnym lekkoduchom i przewrotnym prowokatorom.

Wiem, że wielu stawia sobie pytania o naszą, ludzką egzystencję w nowo objawionych warunkach. Niektórzy mówią, że teraz już nic nie będzie takie jak przedtem. Niejeden i niejedna odkryli, że goniliśmy za tysiącem niepotrzebnych rzeczy, a nie warto było. Rodziny odkryły, jak to dobrze mieć wreszcie czas dla siebie. Tylu uświadomiło sobie potrzebę modlitwy i pragnienie Komunii św. I to nie ze strachu, ale dlatego, że rozszerzyło się i oczyściło pole widzenia i odczuwania. Piszę to, odebrawszy w ostatnich dniach wiele telefonów i czytając wpisy na Facebooku. Czy już to nie wskazuje, że nadszedł czas objawienia, czyli czas apokalipsy?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • spe
    21.03.2020 10:16
    W pewnym sensie znak "meteoru" - ręki Boga, która przestała nas miłosiernie chronić wbrew nam samym - także otrzymaliśmy, gdy zeszłego roku, w czasie wielkanocnym, cały świat wstrzymywał oddech widząc płonącą katedrę Notre Dame. Nie wyciągnęliśmy jednak z tamtych wydarzeń i jako ludzkość, i chyba jako chrzescijanie, dostatecznie wniosków, a dziś rozchodzi się fala zamykanych (nie tylko, ale również) kościołów, jak tsunami po tamtym uderzeniu...
    doceń 40
  • spe
    21.03.2020 11:12
    To jest też czas, gdy trzeba nam stanąć mocno za i z Franciszkiem, niezależnie od tego, jak zapatrywaliśmy się na różne szczegółowe kwestie. On się dziś okazuje tym, który ustępuje miejsca (2 Tes 2)...
    doceń 15
  • CSOG
    21.03.2020 11:58
    Spec stany.
    Poznałem wiele różnych stanów specjalnego znaczenia. Wszystkie wywołują społeczne reakcje, a te reakcje również są różne. Choć najczęściej są to: niepokój o bezpieczeństwo osobiste i bliskich, pogłębienie obaw o przyszłość, poczucie bezsilności i bezradności. Pochodną obaw, niepokoju i bezradności przeważnie jest przygnębienie, niepewność i kilka innych smętnych emocji i odczuć, których raczej nie lubimy. Słusznie bo trwające dłużej wprowadzają nasz organizm w stres. Na szczęście stany te przemijają stosunkowo szybko, nawet jeżeli za „szybko” trzeba przyjąć kilka miesięcy.
    Ja również sięgnąłem do kajecika swoich wspomnień. Wojny nie przeżyłem, jeszcze mnie nie było, nie mogę pamiętać. Pamiętam, bo przeżyłem stan wojenny. Wtedy na ulicach nie było pusto. Czasami pojawiały się nawet ogromne tłumy i ciarki przechodziły po plecac,h gdy tłumy te ścierały się z uzbrojonymi służbami totalitarnej władzy. Na ulicach uzbrojone wojsko, milicja ZOMO i czołgi. W moim mieście był szturm na strajkujący okupacyjnie zakład, padały strzały. Jedni mówili, że to ze ślepej, inni że z ostrej amunicji. Były przeszukania, zatrzymania, aresztowania. Słyszało się o pałowaniu. Nie było wesoło. Pamiętam też inny stan nie ogłoszony oficjalnie. Wtedy już coś tam było wiadomo o Aids i HIV, ale jeszcze nie wszystko było wiadomo. Byłem w sytuacji kiedy nieopatrznie wziąłem do ręki długopis, który chwilę wcześniej trzymał narkoman zarażony tym wirusem. I pamiętam jak po wyjściu z jego domu tarłem dłonie śniegiem, a moje przerażenie, że uległem zarażeniu sięgało zenitu. Dopiero sporo później ruszyła akcja informacyjna, taką drogą trudno było się zarazić. Pamiętam godziny mojej, ale i społecznej niepewności po ataku terrorystów na Word Trade Center. Pamiętam nastroje po tragedii w Smoleńsku. Ktoś teraz powie, ale to betka w porównaniu z tym co jest teraz. Nieprawda. Różnica jest tylko taka, że tamto już było, a to jest w chwili obecnej. A to, co dzieje się w czasie rzeczywistym dotyka nas mocniej niż to, co przywołujemy z pamięci.
    Stany wyjątkowe, stany wojenne, stany zagrożenia epidemiologicznego, stany epidemii, to wszystko stany poczucia zagrożenia.

    Pisze ksiądz: gdy byłem dzieciakiem. Miałem okazję w ostatnich dniach obserwować dzieciaki. Niestety tylko za pośrednictwem połączeń on-line komunikatorami audio video. Jednak nawet ten sposób pozwolił dostrzec ich beztroskę. Cudowną beztroskę i to niezwykłe ich poczucie bezpieczeństwa, że przecież są pod opiekuńczymi skrzydłami rodziców. Ten spokój, że przecież jeśli tylko mama i tata są blisko, nic złego im się stać nie może. Dopóki trzymają się taty za rękę nic ich nie przeraża, nic nie zakłóca ich spokoju. Gdzie my zgubiliśmy nasze dziecięctwo i poczucie spokoju, gdy nasz Ojciec trzyma nas za rękę?
    doceń 53
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama