Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dzień nie jak co dzień

Świętowanie nie jest nicnierobieniem. Jest otwarciem czasu na aktywność najbardziej ludziom potrzebną.

Pani Anna, samotna matka, z wykształcenia architekt wnętrz, nie mogła znaleźć uczciwej pracy w swoim zawodzie. 8 lat temu wyjechała do Szkocji. Ponieważ nie wyobrażała sobie niedziel i świąt bez Eucharystii, wyjeżdżając, zawierzyła siebie, dziecko i swoją decyzję Matce Bożej. Modliła się o dostęp do polskiego kościoła. – Bóg był hojniejszy, niż mogłabym się spodziewać! Polskie Msze, święta, polski ksiądz i cudowna wspólnota – opowiada. Ale praca była ciężka. Na początku harowała za trzech nie w swoim zawodzie. Brała, co dawali: sprzątanie domów, biur, sklepów, malowanie twarzy na imprezach, pomoc w kuchni. – Miałam kilka prac i przeszłam wiele rozmów rekrutacyjnych. Wiele ofert obejmowało pracę w niedzielę. Były o wiele lepiej płatne. Samotnej matce przydałoby się więcej pieniędzy, ale nigdy nie zgodziłam się na pracę w ten dzień. Czasami ludzie zarzucali mi głupotę. A ja powtarzałam jak mantrę, że „niedziela to dzień dla Boga i rodziny, i że niedzielami jeszcze się nikt nie dorobił” – wspomina pani Anna. Z biegiem czasu znalazła pracodawców, którzy jej zaufali i powierzyli lepsze stanowiska. Wiedzieli, że nie pracuje w niedzielę i szanowali to. – Zdarzały się pokusy lepszego zarobku w niedzielę. Zawsze odmawiała. I zawsze potem w ciągu kilku dni dostawała oferty pracy z lepszym zarobkiem w tygodniu niż w niedzielę. – Za każdym razem tak było. Im większe miałabym zarobić pieniądze w niedziele – po tym, jak odmówiłam, dostawałam dwa razy lepsze oferty i zlecenia! – podkreśla.

Po kilku latach wróciła do Polski. Pobyt w Szkocji nauczył ją walczyć o swoje i pozwolił uwierzyć we własne możliwości. Dostała dobre oferty pracy w swoim zawodzie. Wiele z nich odpadło w przedbiegach: praca była w dużych sklepach meblowych, składach budowlanych z niedzielami włącznie – to był wymóg. Więc… odmówiła wszystkim. Zostało jedno miejsce. „Udowodnię, że brak moich usług w niedzielę nie wpłynie na statystyki” – zadeklarowała.

– Przez pierwsze tygodnie wysłuchiwałam uwag od klientów, że usługi projektowe zawsze były dostępne w tym miejscu w niedzielę. Z uśmiechem na twarzy odpowiadałam, że projektantem teraz jestem ja i nie pracuję w niedzielę. Z biegiem czasu ludzie się przyzwyczaili. Na grafiku dużymi tłustymi literami widnieje: „niedziela – nieczynne” – śmieje się.

Pracy zaczęło przybywać. Pani Anna przyjęła pracownika, zamierza zatrudnić kolejnego. Punkt, mimo wielu zleceń, nadal jest nieczynny w niedzielę. I choć jej biuro należy do dużej sieci centrów budowlanych, oferujących usługi projektowe również w niedzielę, to u niej tak nie jest. Tylko u niej. – Co do obrotów: Jesteśmy jednym z lepszych punktów, a pracy jest coraz więcej – cieszy się pani Anna.

Oderwać serce

Czy takie rzeczy nie są literalnym spełnieniem zapewnienia Jezusa: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”? Kto troszczy się o Boże sprawy, widzi, jak Bóg troszczy się o jego sprawy. Zawsze tak jest. Bóg dba o naszą codzienność i nasze świętowanie. Pytanie, czy my dbamy o to drugie.

Świętowanie i dzień święty to temat tegorocznego ogólnopolskiego Dnia Judaizmu w Kościele katolickim. W Starym Testamencie widać, jak wielki nacisk Bóg kładzie na właściwe obchodzenie dni świętych, zwłaszcza szabatu. „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” – to trzecie przykazanie, tuż po najważniejszych, odnoszących się bezpośrednio do czci Boga. Wezwanie do zachowywania spoczynku dnia świętego pojawia się na kartach Pisma Świętego wielokrotnie i jest jednym z najważniejszych wyznaczników wierności Bogu. Nie było łatwo Żydom, znanym z głowy do interesu, zrezygnować z aktywności, zwłaszcza handlowej.

„Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: »Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz?«” – napomina rodaków prorok prawie osiem wieków przed Chrystusem (Am 8,4-5). To wezwanie nie tylko do formalnego wypełnienia nakazu, ale też do oderwania serca od codziennych spraw i skierowania go ku Bogu. To jest możliwe tylko wtedy, gdy człowiek szczerze uzna, że to nie jego zapobiegliwość zapewni mu pomyślność, lecz Boże błogosławieństwo. Zapewnia o tym psalmista: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie. Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje” (Ps 127,1-2).

Wyprząc się z kieratu

W świętowaniu chodzi o świętość, więc ostatecznie o relację z Bogiem. Rozumieli to religijni Żydzi i rozumieją do dzisiaj, choć dla nas ich wierność przepisom świętowania może wydawać się przesadzona. Liczenie w szabat kroków (żeby nie przekroczyć tysiąca), jeżdżące na okrągło i zatrzymujące się na każdym piętrze windy (żeby nie musieć naciskać guzika) czy papier toaletowy już w kawałkach (żeby nie musieć rwać), o potrawach podgrzewanych od piątkowego wieczoru nie wspominając – to w oczach osób postronnych wygląda dziwnie. Ale Bóg patrzy w serce i taka postawa, gdy wynika z wierności Jego woli, może mieć dla Niego dużą wartość.

„Kto pragnie zrozumieć świętość szabatu, musi wpierw odsunąć na bok bezbożność hałaśliwego handlu i wyprząc się z codziennego kieratu obowiązków. Musi zostawić za sobą krzykliwość i kakofonię kolejnych dni, gorączkową i zajadłą chciwość oraz zdradę i sprzeniewierzanie się sobie. Musi rozstać się z pracą fizyczną i zrozumieć, że świat został już stworzony i doskonale da sobie radę bez pomocy człowieka. Sześć dni w tygodniu zmagamy się ze światem, czyniąc sobie ziemię poddaną, w szabat troszczymy się o ziarno wieczności posiane w naszych sercach. Światu oddaliśmy nasze ręce, lecz dusza należy do Kogoś Innego. Sześć dni w tygodniu staramy się zapanować nad światem, siódmego dnia staramy się zapanować nad swoim »ja«” – pisał Abraham Joshua Heschel, pochodzący z Warszawy teolog żydowski.

To jest właśnie szabat „dla” człowieka – bo dla człowieka jest wszystko to, co on sam robi „dla” Boga. Dla nas, chrześcijan, dniem świętym jest niedziela, dzień zmartwychwstania Chrystusa, który, jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego, „jest równocześnie »pierwszym dniem tygodnia«, pamiątką pierwszego dnia stworzenia i »ósmym dniem«, w którym Chrystus po swoim »odpoczynku« wielkiego Szabatu zapoczątkowuje dzień »który Pan uczynił«, »dzień, który nie zna zachodu«. Centrum tego dnia stanowi »wieczerza Pańska», ponieważ właśnie na niej cała wspólnota wiernych spotyka zmartwychwstałego Pana, który zaprasza ich na swoją ucztę”.

Bóg daje więcej

Wielu wiernych, podobnie jak pani Anna, rozumie znaczenie świętowania w duchu chrześcijańskim. „Od lat założyłam sobie, że niedziela to będzie inny dzień. Wolny od pracy, od tego, co robię przez 6 dni w tygodniu. Jeszcze w liceum nie uczyłam się w niedzielę, jedynie, ewentualnie czytałam lektury. Dziś jako żona, matka, pracownik (nauczyciel) wykonuję tylko te prace, które są konieczne” – pisze pani Patrycja.

Pan Gabriel całe życie pracował jako konwojent. Kiedyś trafił do firmy, która w niedziele wymagała pełnej dyspozycyjności, a trudna sytuacja finansowa mocno komplikowała możliwość zmiany pracy. – Bardzo się modliliśmy, żeby Pan poprowadził nasze drogi tak, by niedziele były dla Pana Boga i dla rodziny – mówi pani Joanna, żona pana Gabriela. Bóg nie kazał się prosić. – Wszystkie węzły się rozwiązały. Bóg dał nam więcej, niż prosiliśmy – cieszy się pani Joanna, dodając, że mąż, przejeżdżając przed kościołem, na którego fasadzie wisiał portret św. Jana Pawła II, zawsze prosił go w tej sprawie o wstawiennictwo.

Istotnie, Jan Paweł II to mocny orędownik dobrego świętowania. „Nie lękajcie się ofiarować waszego czasu Chrystusowi! Tak, otwórzmy Chrystusowi nasz czas, aby On mógł go rozjaśnić i nadać mu kierunek” – pisał o dniu Pańskim święty papież w liście apostolskim „Dies Domini”.

O to chodzi w świątecznym powstrzymaniu się od niekoniecznych prac – nie o nicnierobienie, lecz o ofiarę z czasu: niech go Bóg zagospodaruje. Potrzeba do tego zaufania, ale czyż to nie ufność człowieka sprowadza najwięcej łask?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama