Nowy numer 49/2020 Archiwum

Uparci jak osioł z Betlejem

Tak, tak, drodzy Europejczycy, zwierzęta swoje wiedzą. Mam takiego znajomego kota w czeskiej restauracyjce. Ładuje mi się do samochodu i tyle.

Ostatnie już dni przed Bożym Narodzeniem. Wędrówka Boga przez wzgórza Palestyny dobiega kresu. To znaczy – pierwszy etap wędrówki, pod sercem Matki i opieką Józefa. Betlejem blisko. Jakiś tamtejszy osioł kręcił się tam, gdzie nie powinien, ale gospodarz machnął ręką na fanaberie kłapouchego. Wiedział, że uparty i swój świat ma. Zapamiętajmy tę diagnozę: osioł uparty i swój świat ma.

I właśnie na tego osła i na jego szopę przyklejoną do groty trafili szukający schronienia Józef, Maryja, Jezus – widoczny, ale i niewidoczny. Osioł kręcił się wkoło i po jakiejś godzinie zdecydował się wejść pod dach – w końcu nieraz tam się chronił. Dzieciątko leżało już owinięte skrawkami materiału, Józef stał nieco otumaniony wszystkim, Maryja wpatrywała się w Synka. Pielgrzyma jeszcze nie było, aniołowie nie dolecieli z nieba, więc nie miał kto powiedzieć pasterzom, by do szopy pospieszyli.

Poczekajmy na wszystkich, mamy czas. Stańmy w kątku, jakiś lichy kaganek wystarczająco światła daje, serca biją mocniej. Jestem pewien, że i ośle serducho kołacze z radości. Wszystko jest tak, jak być powinno. Jak później ewangeliści zapiszą, św. Franciszek scenariusz poskłada, Europa w tysiącach szopek zmaterializuje, w kolędach wyśpiewa, w zimowych świętach Narodzenia Pańskiego utrwali. A osioł swoje wiedział. Uparty i swoje wie.

Tak, tak, drodzy Europejczycy, zwierzęta swoje wiedzą. Mam takiego znajomego kota w czeskiej restauracyjce. Ładuje mi się do samochodu i tyle. „Wysiadaj, nigdzie nie jedziesz!” – mówię do futrzaka. Niechętnie, ale wyskakuje. Siada naprzeciw otwartych jeszcze drzwi, łebek do góry, mordka otwarta i coś do mnie pyskuje. Nie miauczy, lecz jakby gadał, tyle że nie zrozumiałem, ale tym gorzej dla mnie.

Dawni Italczycy, Szkoci, Grecy, Frankowie, Germanowie, Normanowie, Polanie, Rusini... Nie sposób wymienić wszystkich i jeszcze w tym wszystkim się nie pogubić. Krótko mówiąc, owi dawni Europejczycy lepiej rozumieli i zwierzęta, i nadrzeczne wierzby, i górskie świerki, i równinne dęby. Rozumieli, co miauczy kot, o czym szczeka pies, o czym szumi brzoza na rozstaju dróg i o czym szeleści wedle drogi oset.

Więcej – rozumieli, o czym płacze dziecko przychodzące na świat i o czym mu nuci zadziwiona obrotem spraw młodziutka mama. Pewnie i tato więcej rozumiał – choć męska dusza czasem bywa mało pojętna – tak, jak owego właściciela osła z Betlejem. A dzisiaj mamy tę całą Unię, ale z rozumieniem nie tylko osła i kotów kłopot niemały. A między sobą dogadać się też trudno. I o klimacie, i o ochronie życia, i o pieniądzach na zbrojenia, i o tysiącu innych spraw. Co z tego, że jadąc po cokolwiek za pobliską granicę nie potrzebuję ani paszportu, ani zielonej karty, ani nawet gotówki – bylem wysokości swego limitu w banku nie przekroczył.

Co z tego wszystkiego... Owszem, jakiegoś szerszego oddechu jest sporo. I to cieszy. Ale przestrzeni ducha, wiary, wartości, szacunku, radości – brakuje. A przynajmniej nie dostaje. Bo mimo odmiennej historii, języka, tradycji, wiele nas łączy. Przekonywałem się osobiście, pracując kiedyś w niemieckiej parafii, przekonuję się teraz, gdy jako emeryt posługuję w czeskich kościołach. Nawet te stare, rzeźbione przed stuleciem przez lokalnych artystów "betlejki" są bardzo mocnym spoiwem. Wiem, że nie tylko szopki. Także cała – choć różnorodna – tradycja świętowania Bożego Narodzenia. Więcej – tylu znam ludzi i z Niemiec, i z pobliskich Czech, dla których stare obyczaje, chrześcijańska wiara i na niej ugruntowane obyczaje i moralne zobowiązania są wciąż żywe, aktualne, mocne. Oni mają nadzieję, że ponadczasowe ożyje na nowo i otuli nas, jak Maryja Dzieciątko tuliła.

W Boże Narodzenie będę przewodniczył Mszy świętej w czeskiej wiosce, w której nikt (!) do kościoła nie chodzi. Kamienna świątynia wysiłkiem wierzących z okolicznych miejscowości od lat jest doprowadzana do pierwotnego stanu – pięknie wkomponowana w górski krajobraz, latem szybują nad nią sokoły i orły... Ci ludzie nie kamienną, zabytkową budowlę restaurują. Oni odbudowują ruinę Europy. Europa jeszcze o tym nie wie. A uparci są, jak przysłowiowy osioł. Ten z Betlejem i z każdego miejsca, gdzie świętują Boże Narodzenie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama