Nowy numer 43/2020 Archiwum

Oni się nie wymigali

Ta historia jest trochę jak scenariusz filmu. O poświęceniu i dobrym, wyostrzonym słuchu życiowym.

Mateusz Koziński ma 27 lat i wykształcenie gastronomiczne. Jak na swój młody wiek zdobył już spore doświadczenie pracownicze. Od ponad 7 lat pracuje w kuchni. Pełni także posługę ministranta w Duszpasterstwie Niesłyszących i Niewidomych. Pomaga tam przy różnego rodzaju inicjatywach. Świat – z jego bliskimi na czele – postawił na nim krzyżyk z jednego powodu – jest głuchoniemy.

Ciągłe kłody pod nogi

Niepełnosprawny chłopak od najmłodszych lat nie miał dobrego kontaktu z rodziną. Bariera komunikacyjna sprawiała, że był dyskryminowany, stawiany z boku. – Kiedy rodzice wyjeżdżali na zakupy, w gości czy na wesele, zwykle zostawiali mnie w domu samego. Nie przychodzili na zebrania szkolne, choć zapraszano ich indywidualnie – opowiada Mateusz.

Z tatą miał lepszy kontakt uczuciowy, ten jednak nie znał języka migowego. Mama natomiast trochę się komunikowała, ale podawała tylko proste informacje, używała podstawowych zwrotów z życia codziennego. Zbyt mało, by stworzyć relację. – Gdy chodziłem do liceum, rodzice się rozwiedli. Zostałem z tatą, mama odeszła. Dzisiaj mam z nią kontakt szczątkowy. Czasem się spotkamy, wymienimy SMS-y, ale nic więcej – mówi 27-latek.

W gimnazjum jego organizm zaatakował nowotwór kości. Chłopak przeszedł operację i poddał się chemioterapii. Po kilku latach zmagań choroba ustąpiła. Teraz Mateusz jest pod stałą kontrolą i obserwacją. Jakby na przekór życiu kształcił się i zdobył zawód kucharza, co dla osoby całkowicie głuchoniemej jest dużym sukcesem.

Nie miał jednak lekko. W domu ojciec zapowiedział, że syn może mieszkać za darmo, ale musi żywić się we własnym zakresie. Jako uczeń bez środków do życia korzystał ze wsparcia ks. Tomasza Filinowicza (Duszpasterstwo Niesłyszących i Niewidomych Archidiecezji Wrocławskiej) oraz kilku innych życzliwych osób, którzy fundowali mu posiłki i pomagali przetrwać. Ksiądz Filinowicz pomagał 27-latkowi na różne sposoby. Nie tylko duchowo, ale też materialnie i społecznie.

W pewnym momencie próbował interweniować u rodziny, widząc fatalną sytuację swojego podopiecznego. – Duszpasterz niesłyszących jest od wszystkiego, nie tylko od sprawowania sakramentów. Na ile mnie stać, na tyle starałem się pomóc, zareagować. Nie ma w tym wielkiej filozofii. Fizycznie nie zawsze dam radę, ale w tym przypadku pokierował mnie Grzegorz Roszko – mówi kapłan.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama