Nowy numer 41/2019 Archiwum

Droga do wolności?

Minęło pięćdziesiąt lat od festiwalu w Woodstock, a jego mit jest ciągle żywy. Rzeczywistość weryfikuje jednak młodzieńcze marzenia o życiu pozbawionym trosk i odpowiedzialności.

Słuchaliśmy Janis Joplin, Jimiego Hendrixa i Jefferson Airplane. Oglądaliśmy „Easy Ridera”, „Różowe lata siedemdziesiąte” i „Hair”. Kumpel marzył o życiu w komunie, inny podróżował autostopem po Europie, a koleżanka rzuciła studia i w poszukiwaniu „prawdziwej wolności” wyjechała w Bieszczady. Szybko wróciła – przetrwane zimy w nieogrzewanym pokoju okazało się przygodą nie na jej nerwy.

Minęło pięćdziesiąt lat od festiwalu w Woodstock, a jego mit jest ciągle żywy. Rzeczywistość weryfikuje jednak młodzieńcze marzenia o życiu pozbawionym trosk i odpowiedzialności. Ich miejsce zajmują zwykłe sprawy, które dają człowiekowi radość i satysfakcję: rodzina, dom, praca. I tylko w słuchawkach czasami zabrzęczy jakaś piosenka z tamtej epoki. Bo niezależnie od negatywnej oceny jej wpływu na zachodnią kulturę, trudno nie docenić artystów, którzy wówczas tworzyli.

Dzisiaj mało kto pamięta, że legendarny festiwal został wymyślony przez dwóch twardo stąpających po ziemi biznesmenów, a nie ideowych młodzieniaszków. Przedsięwzięcie, które miało im przynieść krocie, zakończyło się ogromnym chaosem organizacyjnym. Frekwencja przerosła najśmielsze oczekiwania: na miejsce przybyło 400 tys. osób. Znajdującym się pod wpływem narkotyków ludziom puszczały hamulce. Później okazało się jednak, że kojarzone z festiwalem kąpiele błotne są tylko niewinnym wygłupem w porównaniu z gwałtami i podpaleniami, do których dochodziło podczas kolejnych edycji wydarzenia.

Tymczasem na ulicach pojawiają się kolejne pokolenia młodych ludzi, którzy bezrefleksyjnie hołdują hippisowskim ideałom. Włóczą się po mieście i zbierają pieniądze na podróż w nieznane. Niektórzy zazdroszczą im beztroskiego podejścia do życia, inni z niezrozumieniem spoglądają na ich młodzieńczą naiwność. Może sami za jakiś czas dojdą do wniosku, że serwowany im przez popkulturę model wolności  tak naprawdę nie czyni szczęśliwym? Żeby się o tym przekonać, wystarczy prześledzić niezwykle smutne biografie członków Klubu 27.
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Zobacz także

  • Anonim (konto usunięte)
    31.08.2019 08:32
    Młodość ma swoje prawa. Dobrze w młodości być młodym, dobrze poczuć wolność, dobrze poznać wiele smaków życia. Aby móc dorosnąć. Najgorzej mają niedojrzali 40-50 latkowie szukający nieustannie zgubionej młodości i "starzy" zgnuśniali 20-30 latkowie.
    doceń 5
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji