Nowy numer 3/2021 Archiwum

Gdy umierasz niegotowy

Myśl wyrachowana: Bóg ostatecznie powołuje nas wtedy, gdy nas odwołuje.

Łukasz był prawnikiem, pracował w sądzie. Ale ponad rok temu, gdy miał 36 lat, zwolnił się z pracy, zostawił wszystko i poszedł do seminarium dla starszych mężczyzn w Krakowie. Spośród tych starszych on należał do najmłodszych. W słoneczne popołudnie w połowie września Łukasz… zmarł. Nagle, w jednej chwili, gdy siedział nad artykułami naukowymi potrzebnymi do ukończenia doktoratu z prawa. Chciał z nimi zdążyć przed powrotem do seminarium po przerwie wakacyjnej.

Tego dnia przypadało liturgiczne święto św. Stanisława Kostki. W kościołach był czytany fragment z Księgi Mądrości: „Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. (...) Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości”. I dalej: „A ludzie patrzyli i nie pojmowali ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność”.

Coś jest w tym niepojmowaniu Bożego miłosierdzia. Bo my, widząc martwe ciało, jesteśmy jak ktoś, kto poród ocenia wyłącznie na podstawie leżącej we krwi odciętej pępowiny. Widząc coś takiego, nabieramy przekonania, że tu stało się coś strasznego – a to radość przecież, bo człowiek się narodził.

Wiadomość o śmierci kleryka Łukasza zamieściłem na stronie gosc.pl. Czytający deklarowali w komentarzach modlitwę, ale ktoś zamieścił też ironiczną uwagę: „A co to, Bóg się rozmyślił?”. Że niby to bez sensu, że Bóg człowieka powołuje, a w trakcie realizacji wezwania nagle „zmienia zdanie”.

Właśnie tak wygląda to nasze płaskie myślenie, zakorzenione w rozumowaniu, że człowiek jest zrealizowany wtedy, gdy osiągnie to czy tamto. Wcześniej, gdy się do tego przygotowuje, jest jakby niepełnym człowiekiem, jakby mu czegoś do kompletnego człowieczeństwa brakowało. Stąd pretensje do Boga: „Czemu go zabierasz w takiej chwili, to jeszcze nie był ten czas!”. Ale dla Boga najwyraźniej pełnymi ludźmi jesteśmy na każdym etapie – dlatego dopuszcza śmierć ludzi przed narodzeniem i po narodzeniu. Dlatego umierają niemowlęta, dzieci i młodzież, z tej przyczyny zdarza się odejść i uczniom, i studentom. Oni wszyscy są prawdziwymi ludźmi, a nie jakimiś kandydatami do człowieczeństwa.

Na tym świecie i tak zawsze do czegoś się przygotowujemy: przedszkolak do szkoły, student do dyplomu, pracownik do emerytury, a emeryt do… no, do różnych rzeczy, ale raczej nie do śmierci, bo wciąż ma poczucie, że jeszcze nie jest gotowy.

A jednak zawsze jesteśmy gotowi do tego, żebyśmy „byli gotowi”. Nie jest gotowy tylko ten, kto miłosiernemu Bogu mówi „nie” – i ten może mieć problemy, ale to jego wybór.

Bóg traktuje nas poważnie na każdym etapie naszego życia – dlatego dopuszcza ludzi w każdym wieku do tajemnic, dosłownie, śmiertelnie poważnych.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także