Nowy numer 48/2020 Archiwum

Brzytewka i anielskie konfitury

Tynieccy benedyktyni znani byli z anielskiej cierpliwości. A ostatnio doszła jeszcze do tego anielska konfitura. I smalczyk ze skwarkami. I „Przedsoborowe konfitury z żubrówką”. I „Rydze w zalewie nowicjackiej”. Mniam…

Krakowski rynek. Setki ludzi tłoczą się wokół kilkudziesięciu drewnianych budek kiermaszu świątecznego. Obok dwa znudzone żywe renifery patrzą leniwie na kolejnych gapiów. Przy jednej z budek kolejka. Smalec, miody, konfitury. A nad głowami sprzedawców napis: Tyniec. Benedyktyni zabrali się za podbój rodzimego rynku spożywczego?

Ostatni taki ser
Na początku był ser – śmieje się o. Zygmunt Galoch. Wiem, wiem, jako mnich powinien wyrecytować, że „na początku było Słowo”, ale pytam o benedyktyńskie smakołyki, a nie o Prolog Janowy. Do tynieckiego opactwa, które rozsiadło się okrakiem na wapiennej skale nad zakolem Wisły, przyjeżdżali od lat goście. Modlili się z mnichami, jedli z nimi posiłki. Szczególnie chwalili klasztorny ser. Wyjeżdżając, często prosili braci o solidną porcję dla rodziny. – A może podzielić się z ludźmi naszymi tradycyjnymi specjałami? Moglibyśmy je sprzedawać w przyklasztornym sklepiku – myśleli mnisi.

Do pomysłu podchodzili jednak z pewną nieśmiałością. Aż do ostatnich dni maja. W pobliskim Krakowie trwały Dni Dziedzictwa Kulturowego. Przez tynieckie opactwo w ciągu trzech dni przewijały się tysiące ludzi. Mnisi wystawili na stoliku klasztorne specjały: miody, konfitury i osławiony już ser. Podpisali stoisko „Produkty benedyktyńskie”, choć nazwa ta nie była jeszcze zastrzeżona. Ku zaskoczeniu mnichów, wszystko zniknęło. Do tego stopnia, że brat obsługujący stoisko musiał licytować ostatni kawałek sera. Szczęśliwiec kupił go za… 50 złotych.

Klasztory od wieków słynęły z pysznego tradycyjnego jadła. W całej Europie znany jest francuski likier ziołowy: benedyktynka. To mnichom zawdzięczamy szampana, sery, niemieckie leki Klosterfrau czy gęste, belgijskie piwa. A karmelki? To podobno mniszki za klauzurą zrobiły pierwsze takie cukierki.

Wokół nas stare wapienne mury. Tu modlono się przez dziewięćset lat. Przechodzimy drzwiami, którymi wchodzili zakonnicy już za czasów Bolesława Śmiałego. W Tyńcu postanowiono wskrzesić mniszą kulinarną tradycję. Prace nad wypromowaniem marki „Produktów benedyktyńskich” ruszyły pełną parą. Konfitury, miody, ciastka, syropy, ryby, wędliny, sery, wina, miody pitne, herbaty ziołowe można kupić w przyklasztornym sklepiku. W weekendy przewijają się przez niego tłumy gości. Spokojniej jest w ciągu tygodnia. Można wypić espresso i przy serniku napawać się ślicznym widokiem krętej Wisły. Jeśli nie możesz wybrać się pod Kraków, wystarczy kliknąć na stronę: www.benedicite.pl.

Tam znajdziesz wszystkie smakołyki. Benedyktyńskie specjały można też nabyć w sieci sklepów „Alma” w całym kraju. – Nie planujemy własnych sklepów, będziemy jednak otwierali swoje stoiska – zapowiadają mnisi.
 

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także