Nowy numer 38/2018 Archiwum

Bez krzyża nad brzegiem Bagmati

Wrażliwa i trudna – tak sytuację chrześcijan w Nepalu określają tamtejsi rozmówcy. Co prawda państwo gwarantuje wolność wyznawcom wszystkich religii, ale nie brak głosów, że tylko na papierze. Jak zatem rozwija się Kościół u stóp Himalajów?

Do 2007 r. położony pomiędzy Chinami a Indiami Nepal, o powierzchni o połowę mniejszej od Polski i liczący ok. 30 mln mieszkańców, był hinduistyczną monarchią, którą od 1769 r. rządziła niepodzielnie dynastia Shah. Kres jej rządów zapoczątkowały wojna domowa wszczęta przez maoistów w 1996 r. i masakra rodziny królewskiej w 2001 r., dokonana przez spadkobiercę tronu Dipendrę, który po dokonanej zbrodni popełnił samobójstwo. Obecnie Nepal jest świecką republiką, gdzie większość parlamentarną stanowią frakcje komunistyczne. Dominującą religią pozostaje hinduizm. Od trzech lat w kraju wdrażana jest konstytucja, której jeden z zapisów dotyczy wolności religijnej. – Obecny sekularny system jest lepszy dla grup mniejszościowych – twierdzi s. Marietta ze Zgromadzenia Jezusa. – Niestety, tym co dzieli i różni, jest wąskie myślenie i fanatyzm – dodaje, pytana o przypadki ataków na chrześcijan, o których donoszą raporty dotyczące prześladowania tej grupy religijnej na świecie.

Ponad podziałem kastowym

Siostra Marietta jest dyrektorką prestiżowej katolickiej szkoły dla dziewcząt im. św. Marii w stolicy Nepalu – Katmandu. Na prawie 2400 uczennic jest tu zaledwie ok. 30 chrześcijanek różnych wyznań, w tym jedynie kilkanaście katoliczek. Pozostałe dziewczęta pochodzą z hinduistycznych rodzin. I choć każdy dzień w szkole zaczynają od „Ojcze nasz” („bo to uniwersalna modlitwa” – mówi s. Marietta), to nie czynią znaku krzyża „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Jest to zabronione zeszłorocznym zapisem w prawie karnym, zakazującym prób konwersji. – Nie prowadzimy ewangelizacji wprost. Uczymy wartości, które są uniwersalne. Jeśli dzieci je sobie przyswoją, będą kształtować społeczeństwo – uważa zakonnica. – Rodzice są zadowoleni, bo panuje tu dyscyplina. Doceniają też to, że w katolickich szkołach jest więcej równości niż w społeczeństwie kastowym – podkreśla. Siostry prowadzą w Nepalu sześć placówek edukacyjnych, także dla dzieci z najbiedniejszych rodzin. – Nepal jest świeckim państwem, ale nakłanianie do konwersji jest zabronione. Nawracanie jest tu nielegalne. Z jednej strony mamy więc wolność religii, z drugiej są restrykcje – zauważa ks. Silas Bogati, szef tutejszej Caritas. W jego ocenie w środowiskach hinduistycznych, które mają wpływ na politykę, „panuje strach, że chrześcijaństwo mogłoby przejąć władzę”. Bo populacja chrześcijan w Nepalu wzrasta. Zwłaszcza wśród protestantów, których jest już ok. 2 mln. – To małe domowe Kościoły, niektóre powiązane z tymi na Zachodzie. W latach 80. chrześcijaństwo było tu bardzo prześladowane. Pastorowie spędzili wiele lat w więzieniu, a dziś nadal nauczają, kształtują lokalnych liderów – mówi o protestanckich wspólnotach katolicki kapłan. Dla porównania – katolików w Nepalu jest tylko ok. 8 tys.

Skazani

– Katolicy są bardziej skupieni na pracy socjalnej, edukacji, dialogu. Protestanci uprawiają „agresywną” ewangelizację, wyrzucają demony, modlą się o uzdrowienia. To przyciąga ludzi – uważa pastor Chandra Shrestha z Bhaktapur, dawnej stolicy kraju, pełnej kamiennych i pozłacanych bestii z nepalskiej mitologii. Chandra jest radiowym kaznodzieją i aktywistą na rzecz wolności religijnej. – Agresywna ewangelizacja? To nie brzmi najlepiej – zauważam. – Agresywna w sensie pozytywnym – odpowiada. – Protestanci nie liczą się z konsekwencjami, że np. trafią do więzienia. To jak w pierwszych wiekach Kościoła – dodaje.

Chandra pochodzi z hinduistycznej rodziny. Przez lata spełniał praktyki nakazane przez rodzimy system wierzeń. – To były wyuczone rytuały, bez osobowej więzi. Wiara w 33 miliony bóstw. W sercu możesz wierzyć, w co chcesz, ważne, że spełniasz rytuał. Rzuciłem to, zostałem komunistą. Kiedy potem przyjaciel przyprowadził mnie na spotkanie grupy chrześcijan, byłem wściekły. To byli „Młodzi z misją”. Wkrótce przyjąłem chrzest. Wtedy ojciec mnie wydziedziczył – opowiada. I podkreśla: – Dla mnie chrześcijaństwo to nie religia, ale relacja z żywym Bogiem.

Chandra przytacza dane z raportu Baptist Seminary w Massachusetts, z których wynika, że Nepal należy do państw, w których chrześcijaństwo rozwija się bardzo dynamicznie, ale wciąż jest mniejszością. – Chrześcijanie są prześladowani przez radykałów – uważa pastor. Niepokój Chandry budzi też zeszłoroczny aneks do prawa karnego, dotyczący m.in. obrazy uczuć religijnych. – Sprzyja fałszywym oskarżeniom. Kilka spraw przeciw chrześcijanom jest już w sądzie. Ostatnio 62-letniego pastora skazano na 12 lat więzienia. Spalono też kościół w północnej części kraju. Dwie kobiety zamknięto w więzieniu… – wymienia.

Zwraca też uwagę, że w kraju, gdzie tradycyjna wiara nakazuje rytualne palenie zwłok, nie ma cmentarzy, gdzie chrześcijanie mogliby grzebać swoich zmarłych. Chrześcijańskie pogrzeby są zakazane, a wyznawcy Chrystusa muszą kremować zmarłych i prochy wrzucać do rzeki Bagmati, tak jak hinduiści.

Dlaczego oni są tacy dobrzy?

– To było w zeszłym tygodniu, w miejscowości Chitwon. Aresztowali dwie kobiety. Hinduiści wzięli odwet na protestantach, którzy głosili, że lokalny „bóg” jest jak szatan – opowiada Chirendra Satyal, wieloletni dziennikarz międzynarodowej katolickiej agencji prasowej. I dodaje: – Spotkasz protestantów, którzy powiedzą, że są prześladowani. Moim zdaniem sposobem, w jaki oni działają, prawie proszą się o prześladowania. Bo nie są wystarczająco wrażliwi wobec religii hinduistycznej.

W mediach społecznościowych czasem pojawiają się posty nawołujące do tego, aby chrześcijan wyrzucić z kraju. – Bo hinduiści nie widzą różnicy między protestantami a katolikami – mówi.

Chirendra był hinduistą. Katolikiem został 38 lat temu. – Na chrzcie otrzymałem imię Kristofer. To były lata 80. Wtedy chrześcijaństwo rzeczywiście było tu mocno prześladowane. Ojciec był hinduistą, dziadek buddystą. Ja studiowałem nauki ścisłe. Nie wierzyłem w żadnych bogów – mówi. Wyjechał do Indii. – Tam poznałem Matkę Teresę. Myła ciała ludzi. Mówiła, że to ciało Chrystusa. Te siostry i ci bracia byli dobrzy. Zastanawiałem się: dlaczego są tacy? Długo z nimi pracowałem. To tam miało miejsce moje pierwsze spotkanie z Kościołem. Ewangelia nadała sens memu życiu. A chrzest był dla mnie jak konferencja prasowa. Oto mówię wszystkim: patrz, to jest to, w co ja wierzę.

– A co sądzisz o obecnym prawie? – pytam. – Jest przeciw chrześcijanom – mówi wprost.

Być razem pomimo

Kościół katolicki w Nepalu rozwija się zaledwie od 60 lat. Trzy wieki wcześniej przybyli tu kapucyni. Jechali do Tybetu, ale wskutek nieporozumień z władcą ich misja została wstrzymana. Dopiero w 1951 r. kilku jezuitów z USA i Indii rozpoczęło misję w Nepalu. Otworzyli funkcjonującą do dziś szkołę im. św. Franciszka Ksawerego. W 1955 r. pojawiły się siostry ze Zgromadzenia Jezusa i założyły szkołę św. Marii. Dziś Nepal jest wikariatem apostolskim. W kraju znajduje się 11 parafii i 60 stacji misyjnych. Jest jeden biskup, 16 kapłanów diecezjalnych (tylko 7 z nich jest Nepalczykami) i ok. 60 kapłanów zakonnych. Działają też różne zgromadzenia zakonne. – Czasem zdarzają się incydenty, ale nie uważam, że zwykli ludzie są tutaj przeciw chrześcijaństwu. Ataków dokonują raczej małe frakcje fanatyków – twierdzi bp Paul Simick, od trzech lat w Nepalu. Pochodzi z indyjskiego Darjeeling. Spotykamy się przy katedrze Wniebowzięcia NMP, w dzielnicy Lalitpur. Została zbudowana 25 lat temu. Architektura nawiązuje do tradycji hinduskich. Malowidła i statuę Maryi wykonali buddyści, a kolumny świątyni postawili lokalni muzułmanie. – Tu w zeszłym roku w Wielkanoc ktoś podłożył ogień – biskup pokazuje tylne drzwi świątyni. – Sprawców nie ujęto. Ale po tym wydarzeniu hinduiści przyszli do nas zatroskani. „Nie tak powinno być” – mówili.

Biskup opowiada też inną historię. – Na wschodzie lokalne władze zarzuciły księdzu, że trzyma różaniec w biurze katolickiej szkoły. Kazali mu go wyrzucić, ale odmówił. Potem ludzie, też hinduiści, powiedzieli tamtym, aby zostawili księdza w spokoju. Bo tu nikt nie nawraca nikogo na siłę, a szkoła wspiera lokalną społeczność.

W ocenie bp. Simicka Kościół katolicki w Nepalu jest doceniany, choć o pełnej swobodzie praktykowania trudno mówić. – Nie można udzielać chrztu w czasie wielkich świąt, bo do kościoła oprócz katolików przychodzą wtedy również hinduiści. Nie można nauczać w miejscach publicznych – wylicza. – A procesje? – pytam. – Możemy organizować – mówi biskup. – W uroczystość Bożego Ciała wychodzimy z procesją na ulice i mamy ochronę policji. Obecnie Kościół jest zarejestrowany jako organizacja pozarządowa (NGO). Dotychczas nie mógł funkcjonować jako organizacja religijna. Z nową konstytucją będzie to możliwe – wierzy.

Na ratunek

Ks. Silas Bogati należy do pierwszego pokolenia nepalskich kapłanów. Pochodzi z Gourka, gdzie w 2015 r. było epicentrum trzęsienia ziemi, w którym zginęło 10 tys. osób. – Moja rodzina była hinduistyczna, ale Chrystus mnie wezwał. Teraz jestem szczęśliwy – mówi.

Pierwszy kontakt z Kościołem nawiązał przez protestantów. – Nauczali na ulicach. Dzięki nim zainteresowałem się chrześcijaństwem. Modlili się ze mną. Gdy opuścili Nepal, zacząłem szukać kościołów. Tak trafiłem do katolickiego. Zafascynowała mnie wiara i oddanie ludziom, jakie widziałem w księżach i siostrach zakonnych. Zacząłem poznawać tradycję i sakramenty. Dano mi katechizm i zostałem ochrzczony – opowiada. Wkrótce potem postanowił wstąpić do seminarium. – To był rok 1984. Rodzice na początku byli przeciwni mojej konwersji, ale przekonali się, widząc, że robię dobre rzeczy. I sami zaczęli chodzić do kościoła. Zostali katolikami pięć lat temu. Siostry i brat pozostali hinduistami.

Prowadzona przez ks. Silasa Caritas pomaga ofiarom trzęsienia ziemi sprzed trzech lat. Zamierzają zbudować 5 tys. domów na terenach dotkniętych kataklizmem. – Pomagamy 20 tys. rodzin wrócić do swoich domów. Nasz trzyletni program został wsparty przez różne organizacje. Celem jest pomoc w 15 rejonach. Niektóre z nich są już odbudowane w 90 proc. Domy, które powstają, są dwuizbowe, ze wzmocnieniem z prętów, tak by przy kolejnym trzęsieniu nie upadły. Wybudowaliśmy już 2700 takich domów. Koszt każdego to ok. 3 tys. dolarów. Wspieramy też rolnictwo, rozdajemy żywność. To wspaniałe dzieło międzynarodowej Caritas, również z Polski – dodaje ks. Silas.

Mówię wprost, dlaczego tu jestem

– Jestem tu od 28 lat – opowiada o. George P.M., jezuita. Pochodzi z indyjskiej Kerali, obecnie jest dyrektorem szkoły św. Franciszka Ksawerego w Javalakel. – Obsługiwaliśmy 16 stacji parafialnych. Na misji mieliśmy 35 katolickich rodzin. Gdy rok temu opuszczałem tamto miejsce, rodzin było już 70. To dzięki aktywności lokalnych katolików – mówi.

W opinii o. George’a zwykli ludzie nic nie mają przeciw chrześcijanom. Dla jezuity obecna sytuacja prawna „nie jest alarmująca”. – Niektórzy nie chcą, aby hinduiści zostawali chrześcijanami. I czują, że muszą się bronić. Tego nie było wcześniej. Ale ludzie, którzy są naprawdę dobrymi hinduistami, nie mają nic przeciwko nam.

– Więc kto jest przeciw? – pytam. – Ci, którzy czerpią z tego korzyść. To grupy z religijnymi uprzedzeniami stoją za sprzeciwem wobec konwersji – uważa. – Ja byłem przez lata w środowisku hinduistycznym. I mówiłem wprost, że jestem tu z powodu Jezusa Chrystusa.•

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji