Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sknery

O dwóch takich, co zbierają pampery.

Zwykła to historia o młodych mamach, które koniecznie chciały pomagać. Bo okazuje się, że nie trzeba zakładać wielkich fundacji, mieć rozpoznawalnych twarzy i jeszcze większych pieniędzy, by zorganizować pomocową akcję przekraczającą własne wyobrażenia.

Herbatka do głowy

Kinga Krupa – żona i mama dwóch małych synów, na pełnym etacie. Paulina Stepków – mama małego Aleksandra, która łączy macierzyństwo z pracą zawodową. Sąsiadki z niewielkiej miejscowości pod Warszawą. Przyjaźnią się od wielu lat. – Ponad trzy lata temu, gdy siedziałyśmy przy herbacie, nagle wpadło nam do głowy: zróbmy coś dobrego dla potrzebujących. Ale wśród bliskich znajomych i sąsiadów. Chciałyśmy skierować pomoc do jakiejś lokalnej organizacji – mówi Kinga. I dodaje, że przecież tuż obok nas często są organizacje i instytucje, które czekają na każdy grosz czy pomoc rzeczową.

Panie postawiły na tę drugą, bo dać pieniądze jest stosunkowo łatwo. Pomoc rzeczowa wymaga większego wysiłku. Jednocześnie jest bardziej „od serca”. – Znałyśmy i ceniłyśmy otwockie domowe Hospicjum Dziecięce „Promyczek”, więc to najpierw jemu postanowiłyśmy pomóc – dodaje Paulina.

Czego potrzeba w hospicjum? Krótki telefon i wiadomo: artykułów higienicznych dla dzieci. Tego nigdy za wiele, a rodziny opiekujące się paliatywnie chorymi dziećmi często borykają się z trudnościami finansowymi. Więc każda pomoc jest na wagę złota. Pieluchy, chusteczki, słoiczki etc. Tylko jak tę ich akcję nazwać? Żeby było i sympatycznie, i logicznie, i skutecznie? – Myślałam może trzy minuty i już miałyśmy hasło: „Nie bądź sknera, kup pampera” – śmieje się Paulina.

Zaczęło się niewinnie. Pocztą pantoflową. „Kupicie pampersy dla chorych dzieci?” – zwyczajne takie pytanie. Znajomi reagowali różnie: jedni z niewielkimi oporami, jednak większość przychylnie. – Paczka pampersów to koszt największy, ale jeśli ktoś był skromniej sytuowany, to i jeden słoiczek z owocami przyniósł. Więc niemal każdego było stać, by pomóc. Cegiełki dobra, w formie obiadków i nawilżanych chusteczek – mówią przyjaciółki.

Panie najpierw miały nadzieję, że zbiorą dziesięć, przy większym szczęściu – kilkanaście paczek pieluch...

Siła w Fejsie

Ale gdy w XXI w. dwie młode kobiety robią akcję pomocową, używają nowoczesnych metod. Czyli portali społecznościowych. – I to jest siła! Dzięki portalom i przekazywaniu naszego apelu o pomoc przez internautów coraz więcej osób się do nas przyłączało. Więc akcja rozrosła się błyskawicznie – wspomina Paulina. A Kinga dodaje, że jej prywatna komórka nie przestawała dzwonić. Bo przecież (dość nieostrożnie) podała numer na profilu „Nie bądź sknera, kup pampera”. Telefon dzwonił i dzwonił, a one jeździły po okolicy... pamperowozem i zbierały dary. – Pamperowóz to auto Pauliny – śmieje się Kinga. – Bywało, że był cały wyładowany darami, które trzeba było przecież gdzieś przechować.

Gdzie zrobiły składzik? – U mnie w piwnicy – mówi Paulina. – Dzięki mojej mamie, która zaopiekowała się darami, wszystko zostało profesjonalnie posegregowane, poukładane i policzone. Udało się zebrać prawie 400 paczek pieluch, ponad 1500 słoików z obiadami i deserami, prawie 800 opakowań chusteczek nawilżanych i wiele innych artykułów.

Żeby akcja była legalna, dwie mamy założyły komitet społeczny. Podobno prosta sprawa. Ale jeszcze kilka miesięcy wcześniej o taką operatywność by siebie nie podejrzewały.

Dzieci dzieciom

– Siła w nas drzemie – siła dla innych – mówią przyjaciółki. A ta siła udzieliła się wielu. – Ludzie poczuli ogromną przyjemność, że wybierali produkty niemal dla konkretnych dzieci, bo przecież mieszkańcy kojarzą małych pacjentów hospicjum. Nawet przedszkola, które się do nas zgłaszały, personalizowały pomoc: dzieci przynosiły po słoiczku, a każdy słoik z obiadkiem był indywidualnie zapakowany. Prezent dziecka dla dziecka...

Drugi rok akcji. Paulina jest świeżo upieczoną mamą i pomóc w zbiórce może niewiele. Kinga jest w dziewiątym miesiącu drugiej ciąży. – Modliłam się tylko, żeby nie urodzić do zakończenia akcji...

Ale ludzie już akcję znają. Zgłaszają się sami, przywożą, dzwonią. Osoby prywatne i firmy. Nie tylko z sąsiedztwa, ale i z dalszych stron. Pieluchy z Poznania czy z zagranicy – Paryż i Londyn też chciały swoje pampersy „Promyczkowi” dorzucić.

Efekt: pieluch prawie 700, pieluchomajtek prawie 100, ponad tysiąc słoiczków, góry chemii dziecięcej i innych artykułów. Hospicjum „Promyczek” nie było już w stanie zmagazynować darów. Ale tuż obok jest przecież Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny w Otwocku i (już nieistniejący) dom samotnej matki. Więc kolejne ośrodki pomoc otrzymały...

Tym razem jednak dary nie zmieściły się w piwnicy. Zaprzyjaźnione przedszkole oddało sale na magazyn. Dwadzieścia osób przyszło pomóc bezinteresownie, posegregowały pampersowe dobro, zawiozły do ośrodków. – Na pamperowej drodze jest mnóstwo fajnych ludzi – mówią Kinga i Paulina.

I kolejne pomysły

Kiedy jednak wykroić czas na społeczną pracę? – Nasi kochani mężowie też się spisali i spisują. Pomagają i wspierają. W najtrudniejszym i najbardziej pracowitym czasie bez ich pomocy nie dałybyśmy rady – przyznają organizatorki.

Trzecia zbiórka, Anno Domini 2016, rozpoczęła się już wczesną jesienią. Akcja promocyjna, piękne logo i plakaty. Ludzie sami zgłaszali się do pomocy. Pytali konkretnie: co jeszcze możemy zrobić? Co więcej? Nie chcieli „tylko” kupować pieluch. Kinga i Paulina podzieliły więc obowiązki i rejony, za które każdy organizator będzie odpowiedzialny. – Tak, pomaganie zrobiło się modne. Ale jest to pozytywna moda. I okazuje się, że pomagać może każdy – niezależnie od wieku i zasobności portfela. Akcję poparły osoby publiczne – Grzegorz Markowski czy Bogdan Rymanowski. Ale i anonimowa starsza pani, która z wielką ofiarnością podarowała artykuły za 200 zł – co rozczuliło Kingę: – Sama mam babcie. Wiem, ile to znaczy dla skromnej emerytki. Babciny grosz... A licealiści zbierali pampersy i promowali akcję na swoich profilach.

Trzecia edycja, która zakończyła się niedawno, to już nie tylko tysiące zebranych pampersów, tysiące słoiczków, ale też kilka tysięcy opakowań specjalistycznego mleka, materace oddychające, komplety pościeli, monitory oddechu czy wagi dziecięce. Więc jest to historia o dwóch mamach, które zdobyły całe mnóstwo (nie tylko) pampersów. I które pozytywnie poruszyły wielu, wielu ludzi. Obie panie zachęcają do kontynuowania i powielania pomysłu: – Nasze marzenie jest takie, by i w innych miejscowościach w Polsce metodą „sąsiedzką” zbiórka pampersów się odbywała. Przecież wszędzie są ludzie chcący pomóc i wszędzie istnieją organizacje lokalne pomagające dzieciom – mówi Paulina. I dodaje, że można się z nimi kontaktować przez profil na Facebooku. Doradzą. – Mamy już sygnały z różnych stron Polski, że być może „Nie bądź sknera, kup pampera” rozwinie się w innych regionach. A my nie zastrzegłyśmy praw do nazwy. Bierzcie i korzystajcie! Takie z przyjaciółek sknery.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama