Opisując je, płakałam razem z nimi, ale też decydowałam się na ten gest obnażenia, pokazania ich obolałych twarzy w imię ostrzeżenia: "Matki, nie zabijajcie".
Po czarnych i białych marszach kobiet, na dodatek niosących na rękach dzieci, widać, że jest tylko jedna linia frontu, na której walczą ludzie naszych czasów. Wybór między życiem a śmiercią. I niech mi nikt nie mówi, że metafora wojny nie jest tu na miejscu.








