Nowy numer 43/2020 Archiwum

Szokujące odkrycie w Sztutowie

Szokujące odkrycie w lesie tuż przy Muzeum Stutthof. Fragmenty setek par butów walają się po terenie, na którym w czasie wojny znajdował się niemiecki obóz koncentracyjny. Na buty natrafili spacerowicze.

Obuwie należało najprawdopodobniej do więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych z różnych miejsc w Europie.

- To podeszwy po cywilnym obuwiu, które trafiły do obozu Stutthof i przeznaczone były do obozowych warsztatów szewskich. Więźniowie tam pracujący wykorzystywali wierzchnie części skórne do napraw żołnierskiego wyposażenia m.in. kabur pistoletów, etui do lornetek, rzemyków czy pasków. Podeszwy wyrzucano - tłumaczy dr Danuta Drywa, kierowniczka działu dokumentacyjnego Muzeum Stutthof. 

Po zakończeniu wojny, w maju 1945 roku, komisja radziecka, która weszła na teren KL Stutthof, odkryła olbrzymią hałdę sprasowanych trzewików i pantofli. "Wśród tego obuwia znajduje się duża ilość obuwia damskiego i dziecięcego wszystkich lat" - odnotowali Rosjanie.

Według kolejnej inspekcji, która odbyła się miesiąc później, w pozostawionym przez Niemców stosie znajdowało się blisko pół miliona par butów. To kilkukrotnie więcej niż więźniów, którzy przeszli przez obóz w Stutthof. Z zachowanych dokumentów wynika, że trafiało tutaj obuwie do przerobienia z całej Europy.

- Nie wiemy, co działo się ze stertą obuwia znalezioną przez żołnierzy radzieckich. Część tych przedmiotów się zachowała i trafiła do utworzonego w 1962 roku muzeum i jest do dziś częścią naszej ekspozycji. Los większości butów jest nam nieznany. Czasem przychodzą do nas ludzie, którzy w okolicy znajdują pojedyncze sztuki obuwia. Czyścimy je i włączamy do zbiorów - wyjaśnia dr Drywa.

Z kolei według Instytutu Yad Vashem obuwie w obozie Stutthof pochodziło z Auschwitz i należało do zamordowanych Żydów.

Od kilkunastu lat las wokół Muzeum Stutthof jest penetrowany przez poszukiwaczy, przede wszystkim pamiątek po II wojnie światowej. - Dlatego znalezienie fragmentów obuwia nie powinny nikogo dziwić. Tam, gdzie teraz jest las wcześniej znajdował się obóz, więc te rzeczy się tam znajdują - zaznacza Marcin Tymiński, rzecznik pomorskiego konserwatora zabytków w Gdańsku.

Ale dopiero teraz, kiedy o sprawie zrobiło się głośno, zarówno konserwator zabytków, jak i samo Muzeum Stutthof wspólnie zajmą się sprawą.

- Już w lipcu tego roku powiadomiliśmy o znalezisku wojewódzkiego konserwatora zabytków i zapytaliśmy, w jaki sposób możemy zabezpieczyć to miejsce. Wczoraj przyjechał urzędnik, który spisał protokół kontrolny i obiecał, że znalezione przedmioty zostaną zabezpieczone - mówi dr Drywa.

- Ustaliliśmy, że teren powinien zostać przeszukany i uporządkowany. Prace wykonywać będzie Muzeum Stutthof pod nadzorem archeologicznym - informuje M. Tymiński.

Dlaczego wcześniej, dyrekcja muzeum, nie podjęła jakichkolwiek działań w tej sprawie?

- Odkryte obuwie znajduje się na terenie należącym do Lasów Państwowych. Muzeum bez porozumienia z odpowiednimi urzędami nie mogło rozpocząć żadnych działań. Poza tym na takie działanie nie ma odpowiedniego sprzętu, ludzi i środków pieniężnych. Muzeum ma pod swoją opieką ponad 800 tys. dokumentów, które wymagają konserwacji i sporych nakładów finansowych. Stanowią one bezcenny materiał badawczy i są dla nas priorytetem - wyjaśnia dr Drywa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama