Nowy numer 42/2020 Archiwum

Był dziedziniec, gorzej z dialogiem

Debata, w której obok kard. Ravasiego wystąpili m.in. Adam Michnik i Marek Jurek, rozczarowała i pokazała, że podstawą dialogu jest dobra wola.

Nie chcę obrazić nikogo z organizatorów dyskusji "Kościół, świat, dialog", ale jako jej słuchacz mam wrażenie, że minęła się z celem przedsięwzięcia znanego na świecie jako "Dziedziniec pogan", a w Polsce nazywanego "Dziedzińcem dialogu". Istotę takich spotkań przypomniał w czasie dyskusji kard. Gianfranco Ravasi. Prefekt Papieskiej Rady ds. Kultury mówił, że "dwa oddzielne punkty widzenia spotykają się w otwartej przestrzeni, na dziedzińcu, i wysłuchują się we wzajemnym poszanowaniu".

W Domu Arcybiskupów Warszawskich tego zabrakło. Największy mój zarzut z tym związany kieruję w stronę redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", który mówił jako pierwszy i szybko zamienił swoje wystąpienie w litanię pretensji pod adresem polskiego katolicyzmu. Starał się być efektowny i błyskotliwy, ale w konsekwencji sprowadzał rozmowę na manowce, a czasami nawet dopuszczał się manipulacji. Bo jak inaczej nazwać fakt, że wygłoszoną kilka minut wcześniej krytykę Radia Maryja i zaangażowania społecznego katolików, uzasadniał fragmentami nowej książki kard. Ravasiego, tak jakby Włoch wprost opisywał polskie problemy.

Całkowicie brak chęci, a może po prostu umiejętności dialogu ze strony Adama Michnika odsłonił Marek Jurek, zwracając uwagę, że trudno rozmawiać, gdy ktoś poglądy przeciwne do swoich nazywa fobiami. Pytał otwarcie zarówno jego, jak i prof. Wiktora Osiatyńskiego, dlaczego tak się dzieje, ale nie doczekał się odpowiedzi. A gdy profesor mówił, że nie może zrozumieć, dlaczego Kościół sprzeciwia się konwencji przemocowej, były Marszałek Sejmu stwierdził, że chętnie uzasadni to krytyczne stanowisko, również wówczas nie było zainteresowania.

W pewnym momencie szef "Gazety Wyborczej" powołał się na papieża Franciszka. Zaniechał jednak tego kierunku, gdy M. Jurek przypomniał niedawną krytyczną wypowiedź papieża o gender. W sukurs przyszła prowadząca debatę, stwierdzając, że nie chciałaby o tym rozmawiać, bo o gender rozmawiamy od dwóch lat.

O tym, że A. Michnik rozgrywał na Miodowej swoją własną grę, przekonuje mnie jeszcze jeden fakt. Wśród słuchaczy zasiadł m.in. ks. Wojciech Lemański zaproszony na debatę przez...naczelnego "Wyborczej". Obok niego przysiadł też pisarz i dziennikarz GW Jarosław Mikołajewski. Obaj razem z Michnikiem napisali ogłoszony we włoskim dzienniku w trakcie Triduum Paschalnego list do papieża ws. byłego proboszcza z Jasienicy. Michnik kilka razy powołał się na przykład ks. Lemańskiego, wspomniał też list. Momentami spotkanie przybierało taki kształt, że publicysta razem z prof. Osiatyńskim skarżą się włoskiemu kardynałowi na toczony wstrętnym intregryzmem polski Kościół.

Do dyrektorki TVP Kultura Katarzyny Janowskiej, która prowadziła dyskusję, skierowany jest mój drugi zarzut. Mimo tego, że na początku kilkoma przekrojowymi pytaniami wskazała dobre kierunki, to jednak zabrakło jej determinacji, a może też znajomości i wyczucia tematu, żeby je pogłębić i chociaż próbować podsumować. Wskutek czego każdy zabrał głos kilka razy, powiedział swoje i koniec. Pozwoliła debatującym pływać i lać wodę, topiąc tym samym dialog.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama