Nowy numer 4/2019 Archiwum

Problemy majątkowe 
w relacjach 
Kościół–państwo

Czy Kościół rzeczywiście jest niesłusznie faworyzowany przez państwo, jak sugerują czasami niektóre media oraz politycy?

Czy Fundusz Kościelny oraz Komisja Majątkowa naprawdę były dla Kościoła katolickiego jakimiś specjalnymi przywilejami? Przyjrzyjmy się faktom oraz wyjaśnijmy najważniejsze i najbardziej podstawowe terminy, a także procesy, jakie miały miejsce na tym obszarze, nie tylko w czasach PRL.
Dobra martwej ręki
W debacie na temat majątku Kościoła spotkać można czasem dość osobliwą nazwę „dobra martwej ręki”. Jest to tradycyjny sposób określania majątku, najczęściej nieruchomości ziemskich, które nie należały do konkretnej osoby fizycznej, ale były własnością Kościoła jako tzw. osoby prawnej. Mówiąc inaczej, chodzi o dobra, których właścicielem były poszczególne parafie, diecezje bądź zgromadzenia zakonne. Majątek ten tworzony był przez wieki, najczęściej przez nadania, darowizny bądź fundacje, po to, aby wspomagać jakieś dzieło. Kościół był właścicielem, ale dochody z tej własności musiały być kierowane na cel wskazany przez darczyńcę. Własność ziemska przez wieki umożliwiała także Kościołowi normalną pracę duszpasterską, utrzymanie seminariów, zakonów kontemplacyjnych, działalność misyjną, a także pełnienie roli mecenasa oświaty, kultury i sztuki. Prawo kanoniczne od dawna zabraniało wyzbywania się tych dóbr, które miały być w całości przekazane następcom. Ich sprzedaż mogła się odbywać tylko za specjalną zgodą odpowiednich gremiów w parafii, diecezji, a w szczególnych przypadkach wymagana była nawet zgoda papieża. Ponieważ dobra te praktycznie były wyłączone z normalnego obrotu handlowego, zaczęto je nazywać dobrami znajdującymi się jakby w „martwej ręce”, a więc nie na sprzedaż. To określenie jest także tradycyjnie związane z tym, że majątek ten często bywał Kościołowi zapisywany w testamencie, pochodził więc niejako z „martwej ręki”, czyli był ostatnią wolą donatora. 


Długa tradycja grabieży 


Władza sięgająca po cudzą własność zawsze odwoływała się do haseł sprawiedliwości, pomocy ubogim oraz naprawienia wielowiekowych krzywd. Efekt zawsze był jednak odmienny. Kościół pozbawiano własności, niszczono jakąś sferę jego oddziaływania społecznego, majątek trafiał do kieszeni władzy, a ubogim pozostawała figa z makiem.
W Polsce w rabunku mienia kościelnego specjalizowali się wszyscy zaborcy, ale przede wszystkim Prusacy i Moskale. Byli przekonani, że Kościół pozbawiony majątku będzie łatwiejszy do złamania, a przez to szybciej podcięte zostaną także korzenie narodowego ducha. Szczególnie dotkliwe były kasacje własności zakonnej, połączone często z likwidacją całych zgromadzeń. Kościół w I Rzeczypospolitej był właścicielem ok. 3 mln ha. Zaborcy większość tej ziemi upaństwowili. 
Dobra martwej ręki pozostające własnością Kościoła w okresie II Rzeczypospolitej szacuje się na ok. 400 tys. ha, czyli nieco ponad 9 proc. ogółu ziemi uprawianej w Polsce. Trzecia część tej ziemi należała do Kościoła obrządku wschodniego, czyli unitów. Władze II Rzeczypospolitej usankcjonowały sekularyzację majątków kościelnych przez zaborców. Rekompensaty w naturze, poza nielicznymi wyjątkami, Kościół nie otrzymał. Wynegocjowana została jedynie symboliczna kwota odszkodowania wypłacanego z budżetu państwa, która szła głównie na uposażanie duchowieństwa.


« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy